31 grudnia moja teściowa przestała odbierać moje telefony: poszłam do niej i zastałam otwarte mieszkanie oraz niedokończoną notatkę. – Page 3 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

31 grudnia moja teściowa przestała odbierać moje telefony: poszłam do niej i zastałam otwarte mieszkanie oraz niedokończoną notatkę.

Podszedłem bliżej. To był zwykły telefon z przyciskami – czarny, z dużymi przyciskami. Kupiła go trzy lata temu, kiedy stary się zepsuł. „Nie potrzebuję waszych smartfonów” – powiedziała. „Po prostu muszę dzwonić”.

Telefon leżał na stole obok spodka z niedojedzonym bajglem. Zinaida Pawłowna nigdy – znowu to słowo, nigdy – nie wychodziła bez telefonu. „A co, jeśli Antosza zadzwoni?” – pytała. „A co, jeśli coś się stanie? Muszę być w kontakcie”.

Telefon jest tutaj. Płaszcz jest tutaj. Buty są tutaj. Herbata jest niedokończona. Bajgiel jest niedokończony.

Ale jej tam nie ma.

Rozejrzałem się, próbując znaleźć jakieś wytłumaczenie. Może druga para butów? Może inny płaszcz?

Otworzyłem szafę w korytarzu. Stary płaszcz przeciwdeszczowy – lato. Wiatrówka – jesień. Kalosze. Nic do noszenia na zewnątrz w grudniu.

Wróciłem do pokoju. I wtedy zobaczyłem pocztówkę.

Kartka noworoczna – z choinką i płatkami śniegu na okładce. Tania, taka, jaką sprzedają w kioskach. Leżała na stole obok długopisu – niebieskiego długopisu z odchyloną skuwką.

Wziąłem pocztówkę i ją odwróciłem.

„Kochanie… wybacz mi wszystko. Byłam…”

I to już wszystko. Urwało się w pół zdania. Litery były nierówne, pisane pospiesznie – jakby pisała w pośpiechu. Ostatnia litera – „a” – była rozmazana, jakby pióro się zacięło.

Jakby ktoś jej przerwał. Jakby pisała i coś się stało.

Ręce mi się trzęsły. Przeczytałem to jeszcze raz. I jeszcze raz. „Kochany…” – do kogo? Do mnie? Antona? Do jakiegoś przyjaciela? „Wybacz mi wszystko. Byłem…” – co było? Źle? Okrutnie? Niesprawiedliwie?

Co się tu wydarzyło?

Odłożyłam pocztówkę – ostrożnie, dwoma palcami, jak dowód. Rozejrzałam się jeszcze raz. Żadnych śladów walki. Żadnego nieporządku. Wszystko na swoim miejscu – kredens, sofa, fotel, dywan na podłodze. Tylko gospodyni zniknęła.

Wyszedłem na korytarz. Zza następnych drzwi dobiegał zapach smażonej ryby i dźwięk telewizora. Zadzwoniłem dzwonkiem.

Drzwi otworzyła kobieta około sześćdziesięciu pięciu lat – pulchna kobieta w kolorowym fartuchu, z twarzą zaczerwienioną od upału. Mówiła szybko, bełkocząc, jakby pędziła z powrotem do kuchni.

– Czego chcesz? Och, przyszedłeś do Zinaidy? Do swojej synowej, prawda? Widziałem cię parę razy. A Zinaida chyba sobie poszła.

„Kiedy ona wyjechała?” Starałam się mówić spokojnie, ale mój głos drżał zdradziecko.

– Tak, rano. Około jedenastej, może mniej więcej o tej porze. Usłyszałem, jak ktoś puka do jej drzwi. Głośno, natarczywie. Wyjrzałem – stał tam mężczyzna. Potem drzwi się otworzyły i wszedł.

– Kim on jest?

„Nie przyjrzałem mu się dobrze. Po prostu zwykły facet. Może około czterdziestki, albo trochę starszy. Ubrany w ciemną kurtkę i kapelusz. Nie widziałem jego twarzy – był odwrócony plecami”.

– I widziałeś jak odchodziła?

– Nie, nie widziałem. Mówiłem ci, że ryba się przypalała na piecu, więc pobiegłem z powrotem. Ale potem zapadła cisza. Żadnych głosów, żadnych kroków. Pomyślałem, że może przyjechał jakiś krewny. W święta nigdy nic nie wiadomo.

– Nie krzyczała? Nie wołała o pomoc?

Sąsiad spojrzał na mnie ze zdziwieniem.

– Nie. O co tu krzyczeć? Mówiłem ci, ten facet pewnie jest znajomy. Sama mu otworzyła drzwi. Własnymi rękami.

– A potem? Widziałeś ich wtedy?

– Nie. Wróciłem do pieca, pozmywałem naczynia, a potem położyłem się na chwilę. Kiedy wstałem, było już cicho. Myślałem, że gdzieś razem poszli. Przygotować się do świąt czy coś.

Podziękowałem mu i zszedłem na dół. Nogi bolały mnie po osiemdziesięciu czterech schodach, ale nie czułem zmęczenia. Tylko ten dreszcz wzdłuż kręgosłupa nie ustępował. Tylko ciężar w piersi narastał.

Na zewnątrz już robiło się ciemno. 31 grudnia, prawie siódma wieczorem. Latarnie uliczne świeciły na żółto, a w oknach mieszkań migotały lampki choinkowe. Gdzieś w oddali rozległ się huk petardy – pierwszy salut niecierpliwego tłumu. A ja stałem przy wejściu do starego budynku z czasów Chruszczowa, niepewny, co robić.

Mężczyzna. Jaki mężczyzna? Zinaida Pawłowna nigdy nie wspominała o żadnym mężczyźnie. Jest wdową od sześciu lat, odkąd zmarł Paweł Nikołajewicz. Nagły atak serca, w domu – zadzwoniła do Antona z płaczem, a my pobiegliśmy i po raz pierwszy zobaczyłem ją nie zimną i obojętną, ale zdruzgotaną, zagubioną, małą. Ale nawet wtedy nie pozwoliła mi się przytulić. Odsunęła się. „Nie trzeba. Dam sobie radę”.

Od tamtej pory mieszkała sama. Myślałam – zupełnie sama. Nikogo w pobliżu. Tylko Anton – raz w miesiącu dzwonił. I ja – z corocznymi telefonami w Nowy Rok.

Ale ktoś przyszedł do niej o jedenastej rano. I otworzyła drzwi. Sama je otworzyła – sąsiadka widziała. A teraz jej nie ma. A drzwi są otwarte. Telefon leży na stole. Pocztówka jest niedokończona.

„Przebacz mi wszystko. Byłem…”

Wyjąłem telefon i wybrałem numer 112.

***

Na komisariacie unosił się zapach wilgoci, papieru i czegoś kwaśnego – może kapusty albo stęchłego prania. Policjant – Dyomin, jak się przedstawił – siedział przy biurku zawalonym aktami i patrzył na mnie ze znużoną obojętnością. Był 31 grudnia, po siódmej wieczorem, zbliżało się święto, a tu jakaś kobieta opowiadała dziwną historię.

Miał około pięćdziesięciu lat. Był otyły, miał opuchniętą twarz i oczy zaczerwienione od niewyspania. Jego mundur był pognieciony, a guzik na brzuchu rozpięty. Na stole stała niedojedzona kanapka z kiełbasą i szklanka zimnej herbaty z uchwytem.

„Moja teściowa zniknęła” – mówił powoli, jakby każde słowo wymawiane było z trudem.

– Tak. Nie odbierał telefonów od lunchu. Mieszkanie jest otwarte. Wszystko jest na swoim miejscu. Telefon leży na stole.

– Kiedy ostatni raz z nią rozmawiałeś?

Zawahałem się. Kiedy? Tydzień temu? Dwa?

– Nie pamiętam dokładnie. Chyba jakieś dwa tygodnie.

Spojrzał na mnie z lekkim zdziwieniem. Dwa tygodnie – i zgłaszam zaginięcie?

„Ale dzwoniłem dziś kilka razy” – dodałem pospiesznie. „Nie odebrała. Zawsze odbiera. Zawsze. Nawet jeśli jest zajęta, odbierze, powie: „Oddzwonię” i się rozłączy”.

– Ile ona ma lat?

– Sześćdziesiąt cztery.

– Jest dorosły. Ma prawo iść, gdzie chce.

– Ale drzwi są otwarte! Telefon jest w domu! Ona nigdy nie wychodzi bez telefonu! Nigdy!

Westchnął. Przetarł oczy. Odsunął kanapkę.

– Słuchaj. Rozumiem, że się martwisz. Ale pomyślmy logicznie. Dorosła osoba – sześćdziesięcioczteroletnia, nie dziecko – zaginęła niecałe 24 godziny temu. Brak śladów walki? Nie. Brak krwi? Nie. Czy jej rzeczy były uszkodzone, rozrzucone? Nie. Może poszła odwiedzić przyjaciółkę. Może odwiedzić krewnych. Może ten mężczyzna był jej znajomym i pojechali gdzieś razem. Powiedzmy na daczę. Albo do sanatorium. Kto wie.

– Ona by mnie ostrzegła!

„Skąd wiesz?” Rozłożył ręce. „Sama powiedziałaś – nie odzywałaś się przez dwa tygodnie. Może wiele się dla niej zmieniło przez te dwa tygodnie. Może nie uznała za konieczne, żeby ci o tym mówić”.

Otworzyłam usta, a potem je zamknęłam. Miał rację. Technicznie rzecz biorąc, absolutną rację. Nie wiedziałam, co działo się w życiu Zinaidy Pawłowny przez ostatnie dwa tygodnie. Ostatnie dwa miesiące. Ostatnie dwa lata. Nie rozmawiałyśmy – naprawdę nie rozmawiałyśmy – przez bardzo długi czas. Tylko „cześć” i „do widzenia”. Tylko grzeczne pytania bez oczekiwania na odpowiedź.

„A co z tą pocztówką?” Przypomniałem sobie o pocztówce. „Pisała pocztówkę, ale jej nie skończyła. »Wybacz mi za wszystko. Byłam…«” – i nagle urywa. Jakby ktoś jej przerwał.

Wzruszył ramionami.

„Może zmieniła zdanie. Może coś ją rozproszyło. Może zadzwonił dzwonek do drzwi – ten sam mężczyzna – i poszła otworzyć”.

– Ale tekst! „Wybacz mi wszystko”! Brzmi jak…

„Jaki?” Uniósł brew. „Jakiś list pożegnalny? Myślisz, że chciała… tego?”

Zamilkłem. Nie myślałem o tym. Nie chciałem o tym myśleć.

„Nie” – powiedziałem cicho. „Ona taka nie jest. Jest silna. Nie zrobiłaby…”

„Widzisz”. Znów wziął kanapkę. „Więc najprawdopodobniej po prostu gdzieś wyjechała. Kiedy wróci, powie ci. Napisz oświadczenie, zostaw swoje dane kontaktowe. Jeśli się nie pojawi w ciągu trzech dni, zaczniemy jej szukać”.

– Trzy dni?! Ale jutro Nowy Rok!

„Dokładnie” – ugryzł kanapkę i powiedział z pełnymi ustami. „Jutro Nowy Rok. A pojutrze też jest święto. I drugi też. Trzeci dzień roboczy. No to chodź. A teraz napisz wypowiedzenie i idź do domu. Do rodziny. Na choinkę. Na sałatkę Olivier”.

Napisałem oświadczenie. Zajęło mi to dużo czasu, bo trzęsły mi się ręce i litery wychodziły krzywo. Wziął kartkę papieru w dwa palce, jakby to była jakaś nieprzyjemna rzecz, i położył ją na stosie podobnych papierów.

– Wszystkiego najlepszego. Szczęśliwego Nowego Roku.

Wyszedłem z wydziału. Na zewnątrz padał lekki śnieg. Płatki wirowały w świetle latarni, osiadały mi na ramionach i topniały na twarzy. Pięknie. Świątecznie.

A we mnie jest tylko zimno. Tylko ciężar. Tylko to uporczywe uczucie, że coś jest nie tak.

***

Wróciłem do domu o ósmej. Anton siedział w kuchni, krojąc gotowane ziemniaki na sałatkę Olivier. Zobaczył mnie i natychmiast się spiął.

– Co się dzieje?

Usiadłem na stołku. Bolały mnie nogi. Bolała mnie też głowa.

– Jej tam nie ma. Mieszkanie jest otwarte. Jej rzeczy nadal tam są. Telefon leży na stole. Sąsiadka widziała dziś rano jakiegoś mężczyznę.

Przestał ciąć.

– Mężczyzna?

– Tak. Około jedenastej. Zapukał do drzwi, po czym wszedł. Sąsiad nie widział, jak wychodzili, ale potem zrobiło się cicho.

– Może jakiś krewny. Wujek albo kuzyn.

„Ona nie ma krewnych. Sam o tym wiesz. Zawsze mówiła, że ​​tylko ty zostałeś”.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Szybki sposób na rozmrożenie zamrażarki: Pozbądź się lodu bez odłączania zasilania!

Czyszczenie: Po usunięciu całego lodu, dobrze osusz wnętrze zamrażarki, aby pozbyć się resztek wody. Włączenie zamrażarki: Umieść z powrotem wszystkie ...

Orzeźwiająca Słodycz, Która Zaskoczy Twoje Podniebienie

Przygotuj formy do pieczenia – najlepiej małe foremki do soufflé lub silikonowe foremki na babeczki. Nasmaruj je masłem i posyp ...

Dlatego w nocy odczuwamy skurcze

Rozwiązanie  : Dodaj do swojej diety produkty bogate w minerały: Banany Szpinak Migdały Produkty mleczne Proste czynności, aby szybko złagodzić nocne ...

Środek oczyszczający jelito grube

2 łyżki świeżego soku z cytryny 2 łyżeczki organicznego syropu klonowego 300 ml oczyszczonej lub filtrowanej wody 1 łyżeczka pieprzu ...

Leave a Comment