„To absurd!” – odparła głośno. „Oferujemy ci sześć miesięcy. Możesz to przyjąć albo nie. To więcej niż hojne”.
Milczałem, po prostu na nią obserwując. Miała upór ojca, ale ani krzty jego mądrości. Ani krzty jego daru rozumienia ludzi, świadomości, że upór tylko pogorszy sprawę.
Harold zamknął teczkę z dyskretnym kliknięciem, które odbiło się echem w cichym pomieszczeniu. „Do zobaczenia w sądzie” – powiedział, wstając. „Sprawa powinna być interesująca, zwłaszcza w odniesieniu do jednoczesnego zwolnienia kilku starszych menedżerów, wszystkich po pięćdziesiątce. Wydaje mi się, że termin prawny to „dyskryminacja ze względu na wiek”, która jest karalna na mocy prawa federalnego”.
Oczy Justina wyraźnie się rozszerzyły. Pochylił się w stronę Vanessy i szepnął coś pilnego, wskazując na kontrakt. Odepchnęła go zirytowanym gestem.
„Zanim zaczniesz grozić” – powiedziała Vanessa, w końcu patrząc mi prosto w oczy – „wiedz, że jesteśmy gotowi się bronić. I damy znać całej branży, że trudno się z tobą współpracuje. Powodzenia w znalezieniu nowej pracy w twoim wieku, kiedy wszyscy się dowiedzą”.
Wtedy w drzwiach pojawił się jego ojciec. Wyglądał na szczuplejszego niż ostatnim razem, kiedy go widziałem, bledszego, a garnitur zniekształcał jego niegdyś imponującą sylwetkę. Ale jego wzrok był wciąż tak samo przenikliwy, ogarniając scenę jednym spojrzeniem.
„Vanesso” – powiedział cicho, a jego głos przesiąknięty był autorytetem, który wpoił mu czterdzieści lat budowania firmy od podstaw. „Jedno słowo. Teraz”.
Wyszli na korytarz. Przez szklaną ścianę sali konferencyjnej widziałem, jak się kłócą. Charles gestykulował natarczywie, wskazując na swoją pierś, a potem na salę konferencyjną. Vanessa przyjęła bardziej defensywną postawę, skrzyżowała ramiona i pokręciła głową. Potem, stopniowo, jej ramiona opadły, a ona odwróciła wzrok, pokonana.
Po powrocie nie chciała na mnie spojrzeć. Charles zajął miejsce w zespole prawników z kamienną twarzą.
„Justin” – powiedział Charles młodemu prawnikowi – „przygotuj umowę o odejściu zgodnie z zapisami w kontrakcie. Pełna kwota płatna w ciągu trzydziestu dni”.
Potem odwrócił się do mnie i przez chwilę dostrzegłem w jego oczach autentyczny żal. „Przepraszam, Stanley. Nie tak chciałem zakończyć tę sprawę. Zasługiwałeś na coś lepszego”.
Skinąłem tylko raz głową, tym samym gestem, który wykonałem wobec Vanessy w jej gabinecie. Harold i ja wstaliśmy, żeby wyjść, zbierając papiery. Kiedy dotarliśmy do drzwi, Vanessa zablokowała mi drogę, a jej oczy płonęły bezsilną furią.
„To jeszcze nie koniec” – syknęła cicho, żeby ojciec nie usłyszał. „Zamierzam dokonać przeglądu wszystkich naszych relacji z dostawcami. Każda firma, która cię zatrudni, może zapomnieć o Harper Machinery. Będziesz persona non grata w tej branży”.
Spokojnie spojrzałem mu w oczy, wracając myślami do mojej rozmowy z Douglasem Kleinem z poprzedniego dnia. Do jego propozycji partnerstwa. Do tej niszy rynkowej, którą Harper ignorował przez lata, a którą Precision Parts miała teraz zdominować. Te specjalistyczne komponenty hydrauliczne wymagały precyzji i wiedzy fachowej, a nie ilości i taniej siły roboczej.
„Masz rację w jednej sprawie” – powiedziałem mu spokojnie. „To jeszcze nie koniec”.
Rozdział 4: Kamień węgielny
Odprawa dotarła na moje konto tydzień później: trzysta dwadzieścia tysięcy dolarów, wypłacone jednorazowo. Powinienem był czuć się zasłużony, wręcz triumfujący. Zamiast tego czułem się po prostu pusty. Pieniądze nigdy nie były wszystkim. Nigdy nie były.
Tego popołudnia spotkałem Thomasa, naszego byłego szefa działu inżynierii, w restauracji niedaleko starej fabryki. Wyglądał na zmęczonego, starszego niż jego pięćdziesiąt cztery lata, roztargnionym ruchem mieszając kawę i wpatrując się w przestrzeń za oknem.
„Harold załatwił mi roczną odprawę” – powiedział monotonnym głosem. „Chcą, żebym podpisał umowę o zachowaniu poufności. Żadnych rozmów o procesach własnościowych przez pięć lat”. Zaśmiał się gorzko. „Czterdzieści lat w tym biznesie i nagle nie mogę rozmawiać o własnej pracy, o własnych innowacjach”.
Przesunąłem wizytówkę po stole. Douglas Klein, Precision Parts. Numer telefonu i adres. „Szuka konsultanta” – powiedziałem. „Ktoś ze znajomością hydrauliki precyzyjnej. Nie jest wymagana umowa o zachowaniu poufności. Dobre wynagrodzenie, elastyczne godziny pracy”.
Thomas powoli wziął kartkę, obracając ją między palcami. „Co się dzieje, Stanley? Co robisz?”
Opowiedziałem jej wtedy o mojej umowie z Douglasem. O partnerstwie, które tworzyliśmy. „Nie zajmuję się tylko doradztwem” – powiedziałem cicho, pochylając się do przodu. „Uruchamiamy nowy dział. Specjalistyczne komponenty hydrauliczne. Wysokomarżowe, małoseryjne prace na zamówienie, które Vanessa uważa za stratę czasu”.
Thomas uniósł brwi. „Praca na zamówienie. Charles zawsze mówił, że to przyszłość. Mówił, że produkcja masowa to wyścig na dno”.
„A Vanessa świetnie konkuruje cenowo z zagranicznymi producentami” – powiedziałem. „Uważa, że może zaoferować ceny niższe niż chińskie fabryki produkujące te same, generyczne części”.
„Nie może” – stwierdził bez ogródek Thomas. „Nie przy naszych kosztach pracy. Nie przy naszych kosztach ogólnych. To niemożliwe”.
„Wiem” – odpowiedziałem. „Douglas też to wie. I myślę, że twój były szef też to wie, nawet jeśli jeszcze się do tego nie przyzna”.
Thomas pochylił się do przodu, a na jego twarzy malowało się zrozumienie. „Dlatego mi to mówisz? Myślisz, że Charles jest w to w jakiś sposób zamieszany?”
Pokręciłem głową. „Nie. Ale wczoraj jadłem lunch z Jennifer”. Jennifer, nasza menedżerka ds. kontroli jakości, została zwolniona tego samego dnia co ja. „Powiedziała mi, że Vanessa likwiduje część sprzętu. Specjalistyczne maszyny, które Charles kupił w zeszłym roku do prac niestandardowych – niemieckie maszyny CNC, precyzyjne instrumenty pomiarowe. Połowę sprzedała już kupcowi z Ohio”.
„To sprzęt wart ponad dwa miliony dolarów” – powiedział Thomas z szeroko otwartymi oczami z niedowierzania. „Sprzęt, którego potrzebujemy do prac wymagających wysokiej precyzji”.
„Ona ogołociła firmę do cna” – potwierdziłem. „Zamienia aktywa na gotówkę. I zgadnijcie, kto właśnie kupił apartament w Miami? Nieruchomość nad brzegiem morza warta dwa miliony dolarów, według publicznych rejestrów”.
Milczeliśmy przez chwilę, próbując zrozumieć, co to oznacza. Nie tylko dla nas, ale także dla około stu pracowników wciąż pracujących w Harper Machinery, dla rodzin, które były zależne od tych zarobków, dla całej pracy Charlesa, która była rozbierana na części.
„Co zamierzasz zrobić?” zapytał w końcu Thomas.
„Zbuduj coś lepszego” – powiedziałem po prostu. „Coś, co szanuje przeszłość i przyszłość. Coś, co ceni doświadczenie na równi z innowacją”. Uśmiechnąłem się po raz pierwszy od tygodni. „I będę potrzebował inżyniera, który zna się na hydraulice”.
Thomas spojrzał ponownie na mapę, a potem na mnie. „Kiedy mam zacząć?”
Rozdział 5: Drenaż mózgów
Dwa miesiące po moim zwolnieniu siedziałem w biurze Douglasa Kleina, przeglądając plany architektoniczne naszej nowej fabryki. Nazwaliśmy ją „Cornerstone Precision”. To był pomysł Thomasa. „Buduje się od narożników” – powiedział. „W ten sposób coś przetrwa”.
Douglas, mężczyzna o imponującej posturze, zawsze pogodny i znany z dobrego traktowania pracowników, rozłożył na biurku umowy z dostawcami. „Zakłady obróbki skrawaniem są potwierdzone. Niemieckie tokarki przyjadą w przyszłym tygodniu. A nowy programista CNC zaczyna pracę w poniedziałek”. Spojrzał na mnie znacząco. „Kolejny były pracownik Harpera, słyszałem”.
„Jason Wright” – potwierdziłem. „Genialny w modelowaniu komputerowym. Dwadzieścia osiem lat, skandalicznie nisko opłacany. Vanessa obcięła budżet swojego działu o trzydzieści procent, podwajając jednocześnie swoją pensję i zatrudniając trzech nowych wiceprezesów. Zrezygnował dwa tygodnie temu i zaczął aplikować gdzie indziej”.
„Ile to teraz kosztuje?” zapytał Douglas.
„Siedem” – odpowiedziałem, zaglądając do listy, którą prowadziłem. „Wszyscy najlepsi ludzie. Wszyscy, których Charles osobiście zatrudnił i wyszkolił”.
„Ona szybko traci wiedzę instytucjonalną” – syknął Douglas. „To będzie bolało”.
„Ludzie podążają za dobrym liderem” – powiedziałem. „Vanessa tego nie oferuje. Ona sieje strach i niestabilność”.
Mój telefon zawibrował. SMS od Jennifer, która przyjęła posadę konsultantki ds. jakości, ale nadal miała kontakty w laboratorium Harpera. Wiadomość zawierała zdjęcie wewnętrznej notatki: Opóźnienia w produkcji w ramach kontraktu z Midwest Manufacturing… Problemy z kontrolą jakości skutkujące 15% wskaźnikiem braków… Trzech głównych klientów grozi zerwaniem kontraktów z powodu niedotrzymania terminów…
Pokazałem to Douglasowi. Jego twarz pociemniała. „Dokładnie tak, jak przewidywaliśmy” – powiedział. „Drenaż mózgów już wpływa na ich produkcję. Bez ludzi, którzy znali zawiłości każdej maszyny, rozumieli tolerancje, potrafili rozwiązywać problemy, zanim stały się katastrofalne…”
„Oni lecą na ślepo” – podsumowałem.
Nie poczułem żadnej satysfakcji z powodu tej wiadomości. Harper Machinery zatrudniało rodziny, które znałem od lat. Dobrzy ludzie, pracujący tam codziennie, dumni ze swojej pracy, a teraz cierpieli z powodu arogancji jednej osoby. Ich cierpienie nie było moim celem.
„Powinniśmy skontaktować się z Midwest Manufacturing” – powiedziałem, mając na myśli jednego z największych klientów Harpera, firmę, która zamówiła niestandardowe siłowniki hydrauliczne do swojego sprzętu rolniczego. „Powiedz im, że będziemy gotowi do pracy za sześćdziesiąt dni i że możemy spełnić ich wymagania”.
Douglas skinął głową, robiąc notatki. „Napiszę list dzisiaj”.
W tym właśnie momencie zadzwonił mój telefon. Charles Harper. Odczekałem dwa sygnały, zanim odebrałem, pod czujnym spojrzeniem Douglasa.
„Stanley” – powiedział Charles zmęczonym i przygnębionym głosem, jakiego nigdy wcześniej nie słyszałem. „Musimy porozmawiać”.
“Słucham cię.”
Głębokie westchnienie rozległo się w telefonie. „Wiem, co robisz. Nowa firma. Pracownicy Harpera, których podkupujesz. Klienci, z którymi się kontaktujesz”.
Nic nie powiedziałem, czekałem.
„Nie dzwonię, żeby prosić cię, żebyś przestał” – kontynuował, ku mojemu zaskoczeniu. „Dzwonię, żeby prosić cię o pomoc”.
To mnie kompletnie zaskoczyło. „Jakiej pomocy?”
„Ten, który mógłby uratować to, co zostało z mojej firmy”. Zrobił pauzę, a w tle usłyszałem szelest papierów i głosy. „Vanessa wyprzedała aktywa, zaniedbała kontrolę jakości, żeby zaoszczędzić. Zarząd jest zaniepokojony. Bardzo zaniepokojony. Ja też”.
„Dlaczego mi to mówisz, Charles?”
„Bo tylko ty znasz wszystkie tajniki tej operacji” – powiedział ochrypłym głosem, przepełnionym szczerym i głębokim żalem. „Wiesz, gdzie pogrzebani są wszyscy, dokąd prowadzą wszystkie skróty, czego potrzebuje każda maszyna. I dlatego, że powinienem był cię posłuchać miesiące temu, kiedy ostrzegałeś mnie, że ona nie jest gotowa”.
„O co dokładnie prosisz?”
„Przyjdź do mnie dziś wieczorem. O 19:00. Rada dyrektorów chce się spotkać, aby omówić opcje”.
„Jakieś opcje?”
„Tak” – powiedział, a jego głos stał się nieco mocniejszy, odzyskując nieco dawnego autorytetu. „W tym zmianę kierunku. I być może… fuzję”.
Spojrzałem w dół na magazyn, na naszą małą, ale rozwijającą się firmę, na przyszłość, którą Douglas i ja budowaliśmy na zgliszczach zdrady. Widziałem, jak ustawiano maszyny, zatrudniano pracowników, podpisano umowy.
„Będę tam” – powiedziałem w końcu. „Ale niczego nie obiecuję”.


Yo Make również polubił
Japoński Sernik Parowany
Co Twoja Pozycja Siedzenia Mówi o Twojej Osobowości”
Jak połączyć olej kokosowy i krem Nivea, aby wyeliminować zmarszczki i linie mimiczne
ciasto Maliniaczek