Następnego ranka mój syn zaczął się martwić. Wiadomości. Telefony. Żadnych przeprosin, tylko pewność, że w końcu posłucham i do nich dołączę. Po raz pierwszy w życiu nie uległam.
Pojechałam autobusem. Potem kolejnym. Kupiłam ubrania, podstawowe artykuły pierwszej potrzeby. Każdy mały, udany krok wzmacniał nowe przekonanie: dam sobie radę sama.
Siedząc na tarasie portugalskiej kawiarni, podjąłem decyzję, której kilka dni wcześniej nigdy bym sobie nie wyobraził: nie pojadę do Lizbony, żeby się z nimi spotkać. Będę kontynuował podróż sam.
Włochy przyszły mi do głowy niemal naturalnie. Uczyłem historii renesansu przez dekady, nigdy nie widząc Florencji na własne oczy. Ta myśl, dawno pogrzebana, stała się oczywista.
Przemierzyłem Hiszpanię, a potem wsiadłem do samolotu. Kiedy stanąłem we Florencji, zmęczony, ale przytomny, płakałem. Nie ze strachu. Z ulgi.
We Florencji chodziłam bez ograniczeń. Rysowałam. Obserwowałam. Zwiedzałam muzea we własnym tempie. Nikt mnie nie poganiał. Nikt nie wzdychał. Nikt nie śmiał się z moich pragnień.
Zostałem tam tydzień. Potem dwa. Wynająłem małe mieszkanie. Nauczyłem się kilku słów po włosku. Na nowo odkryłem przyjemność z wybranej samotności.
Tam poznałem Antonia, emerytowanego profesora literatury. Proste spotkanie, bez oczekiwań. Szczera rozmowa. Zaproszenie do odkrywania toskańskiej wsi.
Zawahałem się. Potem zgodziłem się.


Yo Make również polubił
Badania pokazują, że 72-godzinny post całkowicie regeneruje układ odpornościowy
5 niesamowitych przepisów na domowe masła smakowe
Ananas, cytryna i imbir: naturalny napój, który oczyszcza i spala tłuszcz
Do czego służą dwa przyciski toaletowe?