Grupa Horizon Hospitality.
Tusz wysechł.
Umowa zawarta.
Czterdzieści osiem nieruchomości.
Nowy etap.
I rodzina, która w końcu, zupełnie przypadkiem, poznała prawdę.
—
O godzinie 6:00 rano mój telefon znów zawibrował.
Nie moja rodzina.
Nie, Sarah.
Numer, którego nie rozpoznałem.
Prawie to zignorowałem.
Potem zadzwonił ponownie.
Odpowiedziałem.
„Pani Carter?” – powiedział męski głos, profesjonalny i szorstki.
“Tak.”
„Tu David Halpern. Dział prawny Latitude Holdings. Przepraszam za godzinę.”
Mój kręgosłup się wyprostował.
„Co się stało?” zapytałem.
Zapadła cisza.
„Mamy problem” – powiedział.
Oczywiście, że tak.
Żadna transakcja warta 2,3 miliarda dolarów nie obejdzie się bez tego, żeby ktoś nie próbował jej sfinalizować.
„Mów” – powiedziałem.
„W nocy jeden z naszych wspólników zgłosił sprzeciw” – powiedział Halpern. „Powołują się na konflikt interesów dotyczący Wielkiego Południka”.
Zmarszczyłem brwi.
„Konflikt?”
„Twierdzą, że na zakup miały wpływ względy osobiste” – powiedział ostrożnie.
Wpatrywałem się w sufit.
Rozmawiali o kolacji u moich rodziców.
Ktoś widział.
Ktoś połączył kropki.
Próbowali przekuć sentyment w odpowiedzialność.
„Kim jest partner?” zapytałem.
Halpern zawahał się.
„Briarstone Capital” – powiedział.
Oczywiście.
Cierń.
Nie inwestowali w biznes.
Inwestowali w punkty nacisku.
„Prześlij mi sprzeciw” – powiedziałem. „I powiedz im, żeby umówili się ze mną na rozmowę za godzinę”.
„Tak, proszę pani.”
Połączenie zostało zakończone.
Usiadłem na łóżku i wpatrywałem się w ciemne okno.
Na zewnątrz Chicago wciąż spało.
W środku mój mózg już pracował.
Mój rodzinny dramat nie miał wyłącznie charakteru emocjonalnego.
To było ryzyko operacyjne.
Można by było z tego skorzystać.
Oznaczało to, że musiałem kontrolować narrację nie z powodu dumy, ponieważ mogło to zdestabilizować portfel i zagrozić piętnastu tysiącom miejsc pracy.
Zadzwoniłem do Sary.
Odebrała po drugim dzwonku, jej głos był senny, ale ostry.
„Gavin…” – zaczęła, po czym poprawiła się, zawstydzona. „Maya.”
Prawie się uśmiechnąłem.
„Saro” – powiedziałem – „potrzebuję planu szybkiego reagowania. Briarstone zgłasza sprzeciw w oparciu o wczorajszy wieczór”.
Cisza.
Wtedy Sara odetchnęła.
„Oczywiście, że tak” – powiedziała.
„Chcę, żeby za czterdzieści minut skontaktowali się ze mną specjaliści ds. PR, prawni i operacyjny” – powiedziałem. „I chcę, żebyś ściągnął nagranie z monitoringu z apartamentu Aster. Chcę chronologię wydarzeń. Kto podszedł do stołu. Kto podsłuchał. Kto mógł to zgłosić”.
„Załatwione” – powiedziała natychmiast Sarah.
„A Sara?”
“Tak?”
„Wpisz Victorię na listę osób, z którymi nie wolno się kontaktować na dziś” – powiedziałem. „Jeśli do ciebie zadzwoni, nie łącz się z nią”.
Sarah zawahała się. „Twoja siostra…”
„To zmienna” – powiedziałem. „A dziś nie mogę sobie pozwolić na zmienne”.
„Zrozumiałam” – powiedziała Sarah.
Rozłączyłem się i ubrałem.
Nie w garniturze.
W czarnych dżinsach i swetrze kaszmirowym.
Mundur ludzi, którzy nie muszą udowadniać, że cokolwiek posiadają.
W lustrze znów wyglądałam jak ja.
Cichy.
Kontrolowane.
Nie ta dziewczyna w starej sukience z Targetu.
Nie miliarder.
Tylko Maya.
Poszedłem do hotelowego salonu Executive Lounge i odebrałem rozmowę z Briarstone.
Na ekranie pojawili się trzej mężczyźni.
Wszystko wypolerowane.
Wszyscy pewni siebie.
Wszyscy mają tę samą fryzurę.
Prowadzący uśmiechnął się, jakby robił mi przysługę.
„Pani Carter” – powiedział. „Gratuluję pani nabytku”.
„Dziękuję” – powiedziałem. „A teraz powiedz mi, dlaczego próbujesz to sabotować”.
Jego uśmiech stał się szerszy.
„Sabotaż to mocne słowo” – powiedział.
„Tak samo jak konflikt” – odpowiedziałem.
Pochylił się do przodu, składając ręce.
„Mamy obawy dotyczące zarządzania” – powiedział. „Zaobserwowaliśmy osobiste spotkanie w prywatnej jadalni w aktywie wchodzącym w skład portfela”.
„Zaobserwowałeś?” powtórzyłem.
Nawet nie drgnął.
„Otrzymaliśmy dokumentację” – powiedział.
Dokumentacja.
Zdjęcie.
Wideo.
Pracownik z telefonem.
„Czy twierdzisz, że kupiłem to portfolio, żeby zorganizować kolację rocznicową dla moich rodziców?” – zapytałem.
Nie odpowiedział bezpośrednio.
„Zarzucamy, że na podejmowanie decyzji miały wpływ interesy osobiste” – powiedział.
Spojrzałam na niego.
„A jakie jest twoje rozwiązanie?” zapytałem.
Jego uśmiech powrócił.
„Chcielibyśmy renegocjować warunki” – powiedział. „A konkretnie, włączyć Grand Meridian jako element przejęcia”.
I tak to się stało.
Chcieli, aby nieruchomość została wycofana.
Chcieli mieć przewagę.
Chcieli zrobić w umowie dziurę na tyle dużą, żeby mogli w nią wcisnąć zęby.
Oparłem się.
„Nie” – powiedziałem.
Mężczyzna mrugnął.
„Pani Carter” – powiedział, a jego ton stał się bardziej stanowczy – „możemy opóźnić zamknięcie”.
„Sprawa zamknięta” – powiedziałem. „Podpisałem. Twój sprzedawca też. Możesz wnieść sprzeciw, ale bez sądu nie da się nic zrobić”.
Spojrzał mi w oczy.
„Możemy to utrudnić” – powiedział.
Skinąłem głową.
„Możesz”, zgodziłem się. „A ja mogę to zrobić kosztownie”.
Jego oczy się zwęziły.
„Myślę, że nie rozumiesz” – powiedział.
Uśmiechnąłem się.
„Rozumiem doskonale” – powiedziałem. „Myślisz, że znalazłeś moment, który możesz przekuć w słabość. Myślisz, że jestem sentymentalny. Myślisz, że spanikuję, by chronić wizerunek mojej rodziny. Mylisz się”.
Szczęka mężczyzny się zacisnęła.
„Zorganizowałem kolację dla moich rodziców” – powiedziałem. „Zrobiłem to, bo chciałem, żeby mieli coś pięknego. Nie miało to wpływu na przejęcie. Na przejęcie wpłynęły liczby, pozycja rynkowa i fakt, że potrafię zarządzać tymi nieruchomościami lepiej niż Latitude”.
Zatrzymałem się.
„A jeśli spróbujesz zniweczyć tę umowę, nie będziesz mnie karał” – kontynuowałem. „Ukarasz tysiące pracowników, którzy jutro obudzą się niepewni, czy ich świadczenia są nienaruszone”.
Twarz mężczyzny stwardniała.
„Jesteś emocjonalny” – powiedział lekceważąco.
„Nie” – powiedziałem. „Jestem gotowy do działania”.
Pochyliłem się do przodu.
„Oto, co się stanie” – powiedziałem. „Wycofasz swój sprzeciw do końca dnia. Albo publicznie ujawnię, że Briarstone próbował wykorzystać prywatną kolację rodzinną do renegocjacji podpisanego przejęcia. Dopilnuję, aby każdy partner, każdy pożyczkodawca, każdy dziennikarz zajmujący się tą branżą dokładnie wiedział, jak działacie”.
Cisza.
Spojrzał na mnie.
„Czy to groźba?” zapytał.
„To prognoza” – powiedziałem.
Zakończyłem rozmowę.
Moje ręce były pewne.


Yo Make również polubił
Guawa: Twój naturalny sojusznik w walce z wzdęciami
OSTRZEŻENIE: Jeśli znajdziesz monetę w klamce samochodu, natychmiast to sprawdź!
5 badań lekarskich, których należy unikać po 70. roku życia: mogą wyrządzić więcej szkody niż pożytku!
Ocet jest kluczem do bielszych ubrań i bardziej miękkich ręczników, ale większość używa go niewłaściwie. Oto właściwy sposób jego użycia