Telefon zadzwonił dokładnie o 10:30 rano.

Wpatrywałam się w ekran. Imię mojego syna migało jasno na czarnym tle. Kawa wystygła przede mną. Dokumenty rozrzucone na kuchennym stole niczym dowody na miejscu zbrodni – papiery z funduszu powierniczego, wyciągi z kart kredytowych, wyciągi bankowe – wszystko, co dowodziło tego, co zrobiłam dwanaście godzin temu.

Odczekałem, aż telefon zadzwoni dwa razy, zanim odebrałem.

“Mama.”

Jego głos zatrzeszczał w głośniku, wysoki, rozpaczliwy.

„Mamo, ta karta nie działa.”

Nic nie powiedziałem. Po prostu wziąłem łyk zimnej kawy i czekałem.

„Mamo, słyszałaś mnie? Karta American Express. Odrzucona. Próbowałam trzy razy na stacji benzynowej. Facet za mną czeka. I coś jest nie tak z moim kontem. Wpłata nie dotarła dziś rano.”

Styczniowe słońce wpadało przez kuchenne okno – słabe zimowe światło, które ledwo cokolwiek ogrzewało. Postawiłam filiżankę z kawą na podstawce. Wygładziłam papiery przede mną.

Moje ręce nie drżały.

Już nie.

„Słyszałem cię, Kieran.”

„No i co się dzieje? Zapomniałeś zapłacić rachunek? Coś się stało w banku? Cześć widzowie, proszę powiedzcie nam, skąd oglądacie i która jest godzina”.

Ostrożnie odstawiłem filiżankę.

„Nie, Kieran. W banku nic się nie wydarzyło.”

„Dlaczego więc?”

Zatrzymał się. Jego oddech się zmienił – stał się szybszy, bardziej urywany.

„Mamo, dlaczego karta nie działa? Kazałaś mi wyjść”.

Mój głos brzmiał pewnie i spokojnie, jakbym rozmawiał o pogodzie.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama