Zamiast tego potwierdziło się to, co już wiedziałem.
W jego obecnym stanie miłość mojego syna była warunkowa, opierała się na tym, co mogłam mu dać, a nie na tym, kim byłam.
„To złamałoby mi serce”
Powiedziałem szczerze.
„Ale gdybyśmy kontynuowali to, co dotychczas, zniszczylibyśmy coś jeszcze bardziej podstawowego”.
Zakończyłem rozmowę zanim zdążył odpowiedzieć.
Trzęsły mi się ręce, ale mój umysł był jaśniejszy niż przez ostatnie lata.
Zdjęłam sukienkę i ostrożnie powiesiłam ją w szafie, przebrałam się w koszulę nocną i wślizgnęłam się pod luksusową pościel hotelową.
Po raz pierwszy od przyjazdu do Newport poczułem się znów sobą.
Nie chodzi o Williamsa ATM, nie o wstydliwą matkę z Południa, którą trzeba ukrywać, ale o Marthę Coleman, profesor literatury, wdowę po Charlesie Colemanie, strażniczkę literackiego dziedzictwa i kobietę, która w końcu osiągnęła granicę.
Mój telefon leżący na stoliku nocnym wielokrotnie wibrował.
Wiadomości tekstowe, potem e-maile, a potem poczta głosowa.
Najpierw od Williama, a potem, co zaskakujące, od samej Veroniki.
Odwróciłem telefon ekranem do dołu i nie przeczytałem ani nie wysłuchałem żadnej z tych wiadomości.
jutro przyniesie konsekwencje.
Złość, być może trwałe uszkodzenie mojej relacji z moim jedynym dzieckiem.
Ta myśl wywołała u mnie łzy w oczach, ale nie żal w sercu.
Czasami miłość oznaczała stanie twardo, choć łatwiej byłoby ustąpić.
Na zewnątrz snop światła latarni morskiej nieustannie przecinał ciemność, przypominając, że nawet w najciemniejszą noc jasność może pojawić się w postaci niespodziewanych błysków światła.
Zamknąłem oczy i marzyłem o domu.
Mój historyczny dom w Savannah i jego sekretne skarby.
Ogród, który Karol tak kochał.
Życie, które zbudowałem i które było warte o wiele więcej, niż Bennett i ich świat mogli kiedykolwiek pojąć.
Pukanie nastąpiło o 7:15 rano
Trzy ostre ciosy, które przecięły mój niespokojny sen niczym strzały z pistoletu.
Siedziałem przez chwilę zdezorientowany w nieznanym mi pokoju hotelowym.
Czerwone cyfry na zegarze cyfrowym zdawały się pulsować oskarżycielsko, gdy zaczęła się kolejna runda pukania.
„Martho, wiem, że tam jesteś. Musimy teraz porozmawiać.”
Głos Veroniki, pozbawiony typowego dla niej towarzyskiego blasku, zabrzmiał piskliwie przez ciężkie drzwi.
Owinęłam hotelowy szlafrok wokół koszuli nocnej i wygładziłam swoje srebrne włosy najlepiej jak potrafiłam, zanim otworzyłam drzwi.
Weronika stała na korytarzu, ubrana już w kremowy, dzianinowy kostium marki Saint John, bez wątpienia strój na podróż poślubną, włosy miała związane w surowym koku, a makijaż nieskazitelny pomimo wczesnej pory.
Tylko zaciśnięte usta i błysk w oczach zdradzały jej wściekłość.
„Czy mogę wejść?”
Nie czekając na odpowiedź, przeszła obok mnie i weszła do pokoju.
Zapach jej drogich perfum, czegoś francuskiego i ekskluzywnego, na chwilę przytłoczył przestrzeń.
„Dzień dobry, Veronico”
Powiedziałem i zamknąłem drzwi.
„Jeszcze raz gratuluję pięknego ślubu.”
Jej głowa gwałtownie obróciła się w moją stronę, a jej nozdrza lekko się rozszerzyły.
„Nie baw się ze mną w słodką południową matronę. William powiedział mi, co robisz”.
Podszedłem do okna i odsłoniłem zasłony, pozwalając porannemu światłu zalać pokój.
Na zewnątrz, linia brzegowa Newport lśniła w porannym słońcu, a ocean miał odcień błękitu, który Charles by nazwał. Rozdzierające serce.
„A co ja właściwie robię?”
Zapytałem, odwracając się w stronę mojej nowej synowej.
„Wstrzymanie pieniędzy na podróż poślubną” – warknęła. „Próba zrujnowania najważniejszej podróży naszego życia. Bo co? Nie podobał ci się stolik na przyjęciu?”
Przyglądałem się jej twarzy, tak pięknej, tak starannie wypielęgnowanej i tak zupełnie nieświadomej własnego okrucieństwa.
W tym momencie poczułem zaskakujący przypływ litości.
„Ta tabela była objawem, Veronico, a nie przyczyną.”
Gestem kazałem jej usiąść, ale ona nadal stała, krzyżując ramiona w geście obronnym.
„Pozwalałem na zachowania, które nie są zdrowe dla Williama, a szczerze mówiąc, dla waszego małżeństwa”.
„Umożliwianie?”
Zaśmiała się chrapliwie, bez cienia humoru. „Zachowywałaś się jak typowa teściowa, próbując wszystko kontrolować. William ostrzegał mnie, że możesz zrobić coś takiego”.
Lekkomyślne przepisywanie historii powinno mnie rozgniewać, ale zamiast tego coś wyjaśniło.
„Co dokładnie William powiedział ci o naszych finansach rodzinnych?”
Rzuciła głową.
„Że czujesz się wystarczająco komfortowo. Dom w Savannah jest spłacony. Masz oszczędności emerytalne”.
Jej oczy się zwęziły.
„I że obiecałeś zapłacić za miesiąc miodowy kilka miesięcy temu”.
„Czy wspomniał, że przeorganizowałam ten dom, żeby opłacić jego studia medyczne? Albo że wpłaciłam już ponad 150 000 dolarów na wasz ślub?”
Starałem się mówić łagodnym, niemal konwersacyjnym głosem.
Idealne opanowanie Weroniki prysło.
„O czym mówisz?”
„Stary szampan na przyjęciu, suknia szyta na miarę, kwartet smyczkowy, fotograf z Paryża”.
Odliczałem punkty na palcach.
„William przyszedł do mnie prywatnie i opowiedział mi o każdej z tych rzeczy, mówiąc, że nie mógłby cię rozczarować, ale sam nie mógłby sobie pozwolić na takie rzeczy”.
Powoli opadła na krawędź łóżka, a jej kremowy kostium lekko się pogniótł.
„To niemożliwe. William zarabia świetnie. A ślub był…”
zatrzymała się gwałtownie.
„Opłacone przez rodziców.”
Dokończyłem za nią.
„Część z pewnością, ale nie wszystko. Nawet nie większość.”
Na jej twarzy malowało się zamęt.
„Ale powiedział, że powiedział tacie, że to on płaci swoją część. Dlatego tata go szanował, bo upierał się przy płaceniu swojej części z dumy”.
„William zawsze był dumny”
Zgodziłem się.
„Ale ostatnio wypisuje czeki, których nie jest w stanie zrealizować z jego konta bankowego.”
Przesunąłem się, żeby usiąść w fotelu naprzeciwko niej.
„Wiesz, że on nadal spłaca kredyt studencki? Że przeorganizował swoje mieszkanie, żeby kupić ci pierścionek zaręczynowy”.
Spojrzała na mnie szeroko otwartymi z niedowierzania oczami, idealnie pomalowanymi tuszem do rzęs.
„Dlaczego miałby to zrobić? Gdyby nie było go na to stać, powinien był powiedzieć”
„Więc moja rodzina ma więcej niż dość”.
“Dokładnie,”
Powiedziałem cicho.
„Twoja rodzina ma aż nadto, a William uznał, że musi konkurować z nimi na swoim poziomie, aby udowodnić, że jest godny ciebie i twojego świata”.
Weronika spojrzała na swoją diamentową obrączkę ślubną i nerwowo ją obracała.
„Czyli to jest jakaś lekcja, że wstrzymujesz pieniądze na podróż poślubną, żeby nauczyć nas gospodarowania budżetem?”
„Nie, chodzi o uczciwość i szacunek.”
Pochyliłem się do przodu.
„Veronica, celowo posadziłaś mnie przy drzwiach kuchennych, z dala od wszystkich ważnych momentów ślubu mojego jedynego dziecka”.
Miała na tyle przyzwoitości, żeby się spłukać.
„To nie było nic osobistego. Andersonowie są bliskimi przyjaciółmi rodziny. Senator Mitchell jest głównym darczyńcą fundacji ojca. Potrzebowali tych wyjątkowych miejsc bardziej niż matka pana młodego, żeby zobaczyć pierwszy taniec syna, który miał być uwieczniony na rodzinnych zdjęciach”.
Pokręciłem głową.
„Dokonałeś wyboru co do mojej wartości w życiu Williama. Ja po prostu odpowiadam na tę wiadomość”.
Jej rumieniec pogłębił się. Gniew zastąpił zażenowanie.
„To jest zemsta.”
„To jest konsekwencja”
Poprawiłem.
„W mojej rodzinie wierzymy, że czyny ujawniają prawdę. Twoje czyny dokładnie pokazały mi, gdzie stoję. Dlaczego oczekujesz, że sfinansuję miesiąc miodowy dla pary, która nie znalazła dla mnie nawet miejsca na weselu?”
Weronika gwałtownie wstała i zaczęła chodzić po pokoju.
„Wyjeżdżamy za 7 godzin. Transfer oddzielnym samolotem jest bezzwrotny. Willa jest już przygotowana. Nasi znajomi znają nasz plan podróży.”
Jej głos stawał się coraz głośniejszy z każdym zdaniem.
„Czy masz pojęcie, jak upokarzające będzie odwołanie?”
„To chyba tak samo upokarzające, jak bycie jedyną matką siedzącą przy kuchni”
Zasugerowałem to łagodnie.
Odwróciła się w moją stronę.
„Czego chcesz? Przeprosin? Dobrze. Przepraszam za ten głupi stolik. To było nierozważne. A teraz, przelejesz pieniądze?”
Nieszczerość jej przeprosin wisiała w powietrzu między nami.
W jej świecie przeprosiny były formą transakcji, czymś, co trzeba było zaoferować, żeby dostać to, czego się chciało, a nie wyrazem szczerej skruchy.
“Myślę, że,”
Powiedziałem ostrożnie: „Chcę, żeby mój syn pamiętał, kim jest, i żebyś zobaczył go takim, jakim jest naprawdę, a nie takim, jakim go stworzyłeś, żeby pasował do twojego świata”.
„Nic nie wiesz o tym, jak go postrzegam”
warknęła.
„Wiem, że nigdy nie pytałeś o jego dzieciństwo, nigdy nie wyraziłeś zainteresowania zdjęciami rodzinnymi, którymi się z tobą podzieliłem, nigdy nie pytałeś o jego ojca, który z pewnością chciałby zobaczyć ten dzień”.
Wstałem i zacisnąłem pasek szaty.
„William, którego poślubiasz, to fikcja. Veronica, mężczyzna, który rujnuje się finansowo, żeby podtrzymywać iluzję dla twojego dobra”.
Łzy frustracji napłynęły jej do oczu, a jedna z nich spłynęła, pozostawiając ślad tuszu do rzęs na jej idealnym policzku.
„Jesteś po prostu zgorzkniałą staruszką, która nie może znieść tego, że jej syn awansował.”
Słowa te miały zranić, ale zabrzmiały dziwnie nijako.
Być może, a może jestem matką, która widzi, że jej syn popełnia ten sam błąd, co kiedyś jego ojciec.
Znieruchomiała.
„Jaki błąd?”
„Wierząc, że miłość powinna wymagać ciągłego dowodzenia, ciągłego poświęcenia.”
Podeszłam do recepcji hotelowej i wyjęłam coś z torebki – wyblakłe zdjęcie, które zawsze nosiłam przy sobie.
„Karol prawie nas zrujnował, próbując dać mi życie, na jakie jego zdaniem zasługiwałam. Prawie zniszczył nasze małżeństwo, dopóki nie przekonałam go, że nie zakochałam się w jego portfelu”.
Podałem jej zdjęcie.
Charles i ja na huśtawce na ganku, a Savannah, obejmująca mnie ramieniem, obydwoje śmiejemy się z jakiegoś zapomnianego żartu.
Prosty.
Prawdziwy.
Weronika wpatrywała się w obraz, a w jej wyrazie twarzy coś się zmieniło. Przez ulotną chwilę dostrzegłem niepewność pod jej dopracowaną powierzchownością.
„William cię kocha”
Powiedziałem delikatnie.
„Ale pytanie brzmi, czy kochasz Williama, prawdziwego mężczyznę, a nie chirurga z członkostwem w klubie golfowym i powiązaniami na Manhattanie, bo ten człowiek tonie, próbując być kimś, kim nie jest”.
Oddała zdjęcie bez komentarza, a jej twarz znów stała się nieodgadniona i idealna.
„Powiem Williamowi”
ona mówiła.
„Zakładam, że nadal odmawiasz przekazania środków.”
Skinąłem głową.
“Ja jestem.”
„W takim razie myślę, że skończyliśmy.”
Podeszła do drzwi i zatrzymała się z ręką na klamce.
Nie odwracając się, dodała: „Jeśli to cokolwiek znaczy, ten stół nie był moim pomysłem. To był pomysł mojej matki.
„Powiedziała, że pomoże to Williamowi zerwać z prowincjonalną przeszłością”.
Drzwi zamknęły się za nią z cichym kliknięciem, zostawiając mnie samego z porannym światłem i ciężarem niewypowiedzianych słów.
Z restauracji hotelu Newport roztaczał się widok na port, maszty żaglówek kołysały się delikatnie na porannym wietrze.
Popijałem herbatę i jadłem muffinkę z jagodami, obserwując bogatych urlopowiczów spacerujących po dokach.
Mój lot powrotny do Savannah miał odbyć się dopiero późnym popołudniem, co dało mi kilka godzin na przemyślenie zniszczeń, jakich doświadczyłem w ciągu ostatnich 24 godzin.
Nie miałem żadnych wieści od Williama od czasu wizyty Veroniki.
Cisza wydawała się zarówno złowroga, jak i nieunikniona.
„Pani Coleman.”
Podniosłem wzrok i zobaczyłem Roberta Bennetta, ojca Veroniki, stojącego przy moim stoliku.
W skrojonej na miarę granatowej marynarce ze złotymi guzikami i eleganckich białych spodniach uosabiał stare pieniądze ze Wschodniego Wybrzeża, takie, które o swoich przywilejach szeptały, a nie krzyczały.
„Panie Bennett”
Przyznałem to i automatycznie wyprostowałem postawę.
“Dzień dobry.”
„Czy mogę do was dołączyć?”
Nie czekając na moją odpowiedź, dał znak kelnerowi.
„Kawa, czarna i cokolwiek pani sobie życzy.”
„Proszę tylko o dolewkę herbaty, dziękuję.”
Przyglądałem się ojcu Veroniki, który siadał na krześle naprzeciwko mnie.
Jego srebrne włosy były perfekcyjnie przycięte, a opalona twarz, jak na mężczyznę po sześćdziesiątce, nie miała prawie żadnych zmarszczek.
Tylko jego przenikliwe i oceniające oczy zdradzały, że kryła się za nimi surowa kalkulacja i wizerunek członka klubu golfowego.
„Piękny dzień”
zauważył, patrząc na wodę.
„Newport wiosną. Nic nie może się z tym równać.”
„To cudowne”
Zgodziłam się, zastanawiając się, czy przyszedł mnie przekonać, czy zastraszyć w sprawie pieniędzy na podróż poślubną.
Kelner wrócił z naszymi napojami.
Robert poczekał, aż mężczyzna odejdzie, zanim lekko się pochylił.
„Rozumiem, że doszło do pewnego zamieszania w sprawie podróży poślubnej”.
Bezpośredniość i brak przeprosin – to przynajmniej mógłbym docenić.
„Nie ma wątpliwości, panie Bennett. Po prostu zmieniłam plany.”
Powoli skinął głową, jakbym coś potwierdził.
„Wiesz, kiedy William po raz pierwszy zwrócił się do mnie z propozycją poślubienia mojej córki, kazałem go dokładnie sprawdzić”.
To stwierdzenie rzucone tak mimochodem między łykami kawy nie powinno mnie zaskoczyć.
Oczywiście, Bennetowie badali potencjalne uzupełnienia swojego drzewa genealogicznego.
„Standardowa procedura w naszych kręgach”
kontynuował, zauważając mój wyraz twarzy.
„Aktywa, pasywa, powiązania rodzinne, potencjalne skandale. Lubimy wiedzieć, w co się pakujemy”.
„A co ujawniło twoje śledztwo na temat mojego syna?”
Zapytałem, starając się zachować neutralny ton głosu.
„Obiecujący chirurg z rosnącym długiem”
Spojrzenie Roberta było niewzruszone.
„mężczyzna żyjący ponad stan, chcący zaimponować mojej córce.
„i historię pozwalania matce na finansowe ratowanie go, jednocześnie trzymając ją na dystans w kontaktach towarzyskich”.
Trafność jego oceny była bolesna.
„Sprawiasz, że brzmi to na wyrachowanego.”
„Nie kalkuluję. Jestem zdesperowany!”
Robert odstawił filiżankę z kawą.
„Rozpaczliwie pragnę przynależeć do świata, który wymaga pewnego wyglądu, pewnych relacji”.
Jego oczy spotkały się bezpośrednio z moimi.
„Boję się, że to świat, w którym moja żona i córka bezlitośnie się poruszają”.
To szczere wyznanie zaskoczyło mnie.
„A jednak pozwoliłeś na zawarcie związku małżeńskiego”.
„Tak.”
Ponownie spojrzał na port.
„Bo pod markowymi garniturami i wspinaczką po szczeblach kariery dostrzegłam w Williamie coś, co przypominało mi mnie samą sprzed 40 lat.
„Młody mężczyzna zakochany nie tylko w kobiecie, ale także w obietnicy pewnego życia”.
Zacząłem studiować Roberta Bennetta z nowym zainteresowaniem.
Jego swobodne nawiązanie do własnej kariery społecznej sugerowało, że kryje się za tym coś głębszego.
„Jakie było pana pochodzenie, panie Bennett? Zanim pan został…”
Niejasno wskazałem na jego nienaganny strój i niezaprzeczalną aurę uprzywilejowania, którą emanował.
Na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech.
„Syn Cole’a Minera z zachodniej Pensylwanii, stypendysta Princeton, poślubił Elizabeth, której rodzina była właścicielem połowy Hartford, ale miała więcej przodków niż rzeczywistych przepływów pieniężnych”.
Wzruszył ramionami.
„Zbudowałem fortunę. Ona zapewniła mi rodowód, co jest w naszym świecie powszechne, choć udajemy, że jest inaczej”.
To odkrycie zmieniło coś w moim postrzeganiu Bennetta.
„I teraz zbudowałeś imperium, dochodowe imperium”
skinął głową.
„Ale imperia mają swoją cenę, pani Coleman.”
Jego wyraz twarzy stał się ponury.
„Moja żona i córka rywalizują na arenie społecznej, gdzie wygląd jest najważniejszy, a życzliwość często postrzegana jest jako słabość. To świat, który stworzyłem, ale który coraz bardziej odkrywam jako pusty”.
Szczerość w jego głosie wydawała się autentyczna, co znów mnie zaskoczyło.
„Dlaczego mi to mówisz?”
Robert westchnął i nagle wyglądał starzej.
„Bo rozpoznałem wyraz twojej twarzy na przyjęciu.
„Rodzic, który obserwuje, jak jego dziecko podejmuje kompromisowe decyzje z niewłaściwych powodów”.
Pochylił się do przodu.
„Kiedy dowiedziałam się, że William prosił cię o sfinansowanie niektórych aspektów tego ślubu, mówiąc nam, że sam wszystkim się zajmie, wiedziałam dokładnie, co się dzieje”.
„A co to było?”
„Zastawiał swoją uczciwość, żeby kupić sobie wstęp do naszego świata”.
Głos Roberta złagodniał.
„tak jak ja kiedyś”.
Odstawiłem filiżankę z herbatą, zaskoczony niespodziewanym sojuszem, który zawiązał się po drugiej stronie stołu.
„W takim razie rozumiesz, dlaczego nie mogłem już tego kontynuować”.
“Ja robię,”
skinął głową.
„Chociaż Veronica i Elizabeth są, delikatnie mówiąc, niezadowolone, miesiąc miodowy został odwołany. William zmaga się z niewygodnymi pytaniami dotyczącymi swoich finansów, a moja żona sugeruje, żebyśmy rozważyli pewne prezenty ślubne”.
Jego małostkowa złośliwość mnie nie zdziwiła.
Przepraszam za utrudnienia, ale nie za decyzję.
„Ani nie powinieneś.”
Robert sięgnął do kieszeni marynarki, wyjął kopertę i położył ją na stole między nami.
„William powinien był być wobec nas szczery od samego początku. Wobec Veroniki, wobec ciebie, wobec siebie.”
Spojrzałem ze znużeniem na kopertę.
„Co to za informacja? Twój syn może uznać ją za cenną”.
Popchnął go w moją stronę.
„o przeszłości jego żony i o pewnych ustaleniach finansowych, na które nalegała moja żona, a o których on nie wie”.
Moja ręka zawisła nad kopertą.
„Dlaczego chcesz się tym ze mną dzielić?”
Wyraz twarzy Roberta Bennetta stał się poważny.
„Bo wbrew temu, w co wierzy moja córka i żona, nie zapomniałem, skąd pochodzę i co jest dla mnie naprawdę ważne”.
Wstał i z wprawą poprawił marynarkę.
„i ponieważ dostrzegam w Tobie osobę, która ceni prawdę bardziej niż pozory, co jest rzadką cechą w naszych kręgach”.
Położył na stole kilka rachunków, nie zważając na fakt, że za posiłek z pewnością będzie musiał zapłacić za swój pokój.
„Jeszcze jedno, pani Coleman, ten pani zabytkowy dom w Savannah”
William wspomniał, że budynek ten zbudował w latach 90. XIX wieku pewien znany naukowiec.
Ten pozorny nonsens mnie zmylił.
„Tak, mój pradziadek, Edward Coleman. Był profesorem literatury i kolekcjonerem.”
W oczach Roberta zabłysło coś, co mogło być wyrazem szacunku.
„Tak myślałem. Kolekcja Colemana jest w pewnych kręgach wręcz legendarna.”
Zaparło mi dech w piersiach.
Niewiele osób wiedziało o literackich skarbach mojego pradziadka.
„Wiesz o tej kolekcji?”
„Jestem członkiem zarządu Biblioteki Morgana.”
Uśmiechnął się lekko.
„Kiedy William opisał twój osobliwy dom rodzinny, zastanawiałem się, czy to może być ta rezydencja Colemana, o której plotkowano, że znajduje się w niej pierwsze wydania dzieł Wittmana, Thorougha i Melville’a, a także innych.”
Po raz pierwszy od przyjazdu do Newport poczułem, że grunt pode mną jest stabilny.
„William nie ma pojęcia, jaką wartość ma to, co rozpoznałeś, prawda?”
“Nic.”
Uśmiech Roberta był pełen satysfakcji.
„Moja córka też tak uważa, bo, jak sądzę, po swojej wizycie nazwała wasz dom obskurnym, prowincjonalnym.”
„Tak zrobiła”
Nie mogłem się powstrzymać, żeby nie odwzajemnić jego uśmiechu kilkakrotnie.
“Dobrze,”
wyprostował swoją i tak już idealną postawę.
„Być może oboje wciąż muszą wyciągnąć wnioski na temat wartości”.
Lekko skinął głową i dodał: „Bezpieczna podróż powrotna do Savannah, pani Coleman. Podejrzewam, że znów będziemy rozmawiać”.
Kiedy odszedł, otworzyłem kopertę, którą zostawił.
W środku znajdowały się wyciągi bankowe pokazujące umowę przedmałżeńską, która wyraźnie faworyzowała Veronicę, a także dokumenty tajnego funduszu powierniczego założonego przez Elizabeth Bennett, który miał zostać uruchomiony tylko wtedy, gdy William osiągnie określone sukcesy zawodowe i towarzyskie.
Oceniali wartość mojego syna równie chłodno, jak on wyolbrzymiał swoją wartość, aby zrobić na nich wrażenie.
Złożyłam papiery i ogarnął mnie dziwny spokój.


Yo Make również polubił
Bezprecedensowa podróż do granic śmierci: niepokojąca historia ocalałego
To niesamowite zioło zabija 98% komórek rakowych w ciągu zaledwie 16 godzin
Sprawia, że każda roślina kwitnie szybko (nigdy nie sądziłem, że stanie się to tak szybko)
Jeżeli Twoje ciało nagle zaczyna się trząść podczas snu, oznacza to, że: