Nazywam się Isabelle Reid. Mam trzydzieści lat i mieszkam we Flagstaff w Arizonie – w górskim miasteczku, gdzie zima trwa dłużej niż powinna, znaki Route 66 wciąż trzymają się starej ceglanej zabudowy centrum, a każde Boże Narodzenie pachnie dymem z drewna i palonymi miętowymi mokkami ze Starbucksa przy torach kolejowych.
Nasz dom stoi w cichym osiedlu na skraju sosen. Z kuchennego okna widać szczyty San Francisco wznoszące się niczym niebieskoszare olbrzymy nad dachami, zawsze pokryte śniegiem w Święto Dziękczynienia. Odkąd pamiętam, bożonarodzeniowy poranek oznaczał tu hałas – kuzyni tupiący ze śniegiem na butach, tata brzęczący patelniami, mama krzycząca o sosie, a w tle szepczący ESPN albo jakiś film Hallmarka.
Ale w tym roku obudziłem się w poranek Bożego Narodzenia i panowała tak całkowita cisza, że aż dzwoniło mi w uszach.
Żadnego brzęku kubków.
Żadnego śmiechu.
Żadnego wołania: „Izzy, zejdź tu!”, jak co roku.
W kuchni wciąż unosił się delikatny, słodki zapach wczorajszych gofrów cynamonowych. W zlewie stało kilka niedojedzonych talerzy, których brzegi zastygły niczym bursztyn, a na brzegach syrop. Stół w jadalni zastygł w bezruchu – krzesła odsunięte, serwetki pogniecione, na papierowym talerzu plama czekolady, a na porzuconym kubku ślad szminki.
Wyglądało to tak, jakby wszyscy po prostu wstali i odeszli z naszego życia.
Wszedłem do garażu. Ciężkie drzwi były wciąż otwarte, wpuszczając prostokąt białego, grudniowego światła, które odbijało się od plam oleju na betonie. Zimno przebijało moje cienkie skarpetki.
Zniknęły trzy wynajęte SUV-y.
Stary sedan moich dziadków zniknął.
Został tylko mój crossover, stojący na podjeździe jak ostatnie dziecko wybrane do gry w zbijaka.
Nie zostawiono mi ani jednej wiadomości. Żadnej karteczki na lodówce. Żadnego bazgrołu na tablicy. Żadnego tekstu na telefonie.
Szesnaście osób. Cztery SUV-y. Sześciodniowa wycieczka świąteczna, którą zaplanowałem, zarezerwowałem i zapłaciłem całą zaliczkę – prawie 13 200 dolarów na mojej karcie osobistej, przekraczając limit kredytowy.
I zostałem w tyle.
Nie przez przypadek.
Nie przez nieporozumienie.


Yo Make również polubił
Sernik śmietankowy bez cukru, mmmm Bardzo kremowy!
Sernik na kruchym kakaowym spodzie
Chrupiące Faworki Domowe – Słodki Dodatek do Popołudniowej Kawy
Niesamowity deser z ciasteczek – kremu – galaretki, łatwy i bardzo pyszny!