„Ale zadawanie pytań pokrzyżowało mi plany” – powiedziałem.
„Niczego nie zepsułaś” – warknęła Nicole. „Teraz będziemy musieli być bardziej kreatywni. Może nieudane włamanie do domu. Albo wypadek samochodowy. Bogate kobiety jeżdżą takimi niebezpiecznymi samochodami”.
„Nicole” – powiedział cicho Tommy – „przyznajesz się do wielu morderstw, będąc nagrywaną. Powinnaś się nad tym zastanowić”.
Nicole się roześmiała.
„Myślisz, że interesują mnie nagrania? Za dziesięć minut nas nie będzie i wszyscy będziecie martwi. Marcus planował ewentualności, odkąd przyjechaliśmy do tego nudnego miasta”.
Wtedy zdałem sobie sprawę, że mamy o wiele większy problem niż tylko jedna broń.
„Jakie nieprzewidziane okoliczności?” – zapytałem.
„Pożar” – mruknął Marcus, dotykając tyłu głowy i krzywiąc się. „Wyciek gazu w piwnicy. To miejsce pójdzie w górę jak zapałka”.
Moja krew zamieniła się w lód.
„Zrobiłeś coś w moim domu.”
„Dochodzenie ubezpieczeniowe wykaże wadliwe instalacje gazowe” – potwierdziła Nicole. „Stary dom. Stare rury. Tragiczny wypadek. Cztery ciała znalezione w gruzach po tym, jak pozornie nieudana kolacja rodzinna się nie udała”.
„Ty…” zaczęła Emma.
Nicole jej przerwała.
„Dosyć gadania. Margaret, pomóż Marcusowi dojść do samochodu.”
Spojrzałem na moją córkę.
U Tommy’ego.
W domu, w którym mieszkałem przez trzydzieści lat i który najwyraźniej był tak zaprogramowany, żeby eksplodować.
Wtedy podjąłem decyzję, która prawdopodobnie uratowała życie nam wszystkim.
„Dobrze” – powiedziałem. „Pomogę ci”.
Emma i Tommy spojrzeli na mnie zszokowani.
„Mamo, co robisz?” wyszeptała Emma.
„Jestem praktyczny” – powiedziałem.
„Nicole, masz rację. Robisz to dłużej, niż ja prowadzę śledztwo. Jestem sześćdziesięciodwuletnim emerytowanym nauczycielem. Ty jesteś zawodową przestępczynią. Wiem, kiedy jestem w gorszej sytuacji”.
Nicole uśmiechnęła się triumfalnie.
„Mądra kobieta.”
„Ale mam jedno pytanie, zanim pomogę ci zabić moją córkę.”
“Co?”
„Ile czasu mamy zanim nastąpi wybuch gazu?”
Nicole spojrzała na zegarek.
„Około sześciu minut.”
“Dobry.”
„To mnóstwo czasu.”
„Mnóstwo czasu na co?”
Wtedy odwzajemniłem jej uśmiech.
„Żeby policja tu dotarła”.
Twarz Nicole zbladła.
„O czym mówisz?”
„Mam na myśli, że policja podsłuchiwała całą tę rozmowę za pomocą sprzętu nagrywającego, który zainstalował mój siostrzeniec”.
„Śledzą twój telefon komórkowy od wczoraj, odkąd Tommy włamał się do twojego systemu komunikacji”.
„Otoczyli ten dom odkąd dziś wieczorem przekroczyłeś próg mojego domu”.
„Kłamiesz.”
„Tommy” – powiedziałem – „czy mógłbyś dać znać detektywowi Rodriguezowi, że teraz możesz bezpiecznie wejść?”
Tommy, niech go Bóg błogosławi, szybko zrozumiał.
„Już zrobione, ciociu Margaret. Zajmują teraz swoje miejsca.”
Wyraz twarzy Nicole był wart wszystkiego, co przeszłam w ostatnim tygodniu.
Dezorientacja.
Potem strach.
A potem czysta wściekłość.
„Wrobiłeś nas” – warknęła.
„Wrobiłem cię” – potwierdziłem – „tak jak ty wrobiłeś Helen Crawford, Diane Foster i Bóg jeden wie, ile innych kobiet”.
„Różnica jest taka, że ja zrobiłem to, żeby uratować życie mojej córki. Ty zrobiłeś to dla pieniędzy”.
Nicole rozglądała się dziko dookoła, próbując zorientować się, czy blefuję.
Marcus z trudem utrzymywał się na nogach, wciąż oszołomiony spotkaniem z moimi naczyniami kuchennymi.
Wtedy drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem i do mojej jadalni wpadło sześciu policjantów.
„Policja Denver! Rzućcie broń! Natychmiast na ziemię!”
Nicole spojrzała na broń w swojej dłoni, potem na policjantów wycelowanych w nią z dużo większej broni, a potem znów na mnie.
„To jeszcze nie koniec” – powiedziała.
„Tak” – odpowiedziałem. „Tak.”
Upuściła broń i podniosła ręce.
Marcus osunął się z powrotem na podłogę — być może z powodu urazu głowy, a być może dlatego, że uświadomił sobie, że ich perfekcyjny przekręt właśnie zamienił się w wyrok dożywocia.
Kiedy policjanci zakładali Nicole kajdanki i wzywali ratowników medycznych do Marcusa, detektyw Rodriguez podszedł do mnie.
„Pani Walsh, to było niesamowicie niebezpieczne. Gdyby mieli wsparcie na zewnątrz albo gdyby wyciek gazu był prawdziwy…”
„Detektywie” – powiedziałem – „jestem emerytowanym nauczycielem. Czy wiesz, co jest najniebezpieczniejsze w nauczaniu?”
„Co to jest, proszę pani?”
„Konferencje rodzicielsko-nauczycielskie”.
Po czterdziestu latach radzenia sobie z rodzicami, którzy uważają, że ich małe aniołki nie mogą zrobić nic złego, para oszustów nie wydała mi się aż tak straszna.
Emma wybuchnęła płaczem i rzuciła mi się w ramiona.
„Mamo, bardzo mi przykro. Bardzo mi przykro, że cię nie posłuchałam.”
„Nie mogłeś wiedzieć” – wyszeptałem. „Ci ludzie to profesjonaliści”.
„Ale ten kupon. Sposób, w jaki cię potraktowałem…”
„Emma, voucher nie ma znaczenia. Ważne, żebyś była bezpieczna”.
„Ale to ma znaczenie” – upierała się. „Ma znaczenie, bo dałam się im przekonać, że to ty jesteś problemem, że jesteś zazdrosny i wtrącasz się, zamiast próbować mnie chronić”.
Detektyw Rodriguez odchrząknął.
„Pani Walsh, potrzebujemy pełnych zeznań od wszystkich z państwa. Ale najpierw powinniśmy chyba sprawdzić tę historię o wycieku gazu”.
Dwadzieścia minut później straż pożarna potwierdziła, że Marcus nie blefował.
Znaleźli w mojej piwnicy wyrafinowane urządzenie czasowe, które zamieniłoby cały mój dom w kulę ognia dokładnie o 21:47
Była już godzina 9:52.
Zabrakło nam dokładnie pięciu minut, by stać się tragicznym tematem w wiadomościach.
Trzy dni później siedziałem w biurze detektywa Rodrigueza, przeglądając ostatnie szczegóły sprawy, którą policja nazywała oszustwem Morrison–Bowmont.
„Znaleźliśmy dowody co najmniej sześciu innych ofiar” – powiedział mi detektyw Rodriguez – „sięgające ośmiu lat wstecz. Łączna kwota skradzionych pieniędzy to blisko 14 milionów dolarów”.
„Ilu z nich zginęło?”
„Trzy, które możemy potwierdzić. Helen Crawford w Houston, Diane Foster w Orlando i kobieta o nazwisku Patricia Weber w Miami. Wszystkie zgony rzekomo w wyniku nieszczęśliwego wypadku, do którego doszło tuż po podpisaniu pełnomocnictwa lub zmianie testamentu”.
Oparłem się na krześle i poczułem się przytłoczony.
Emma mogłaby być numerem cztery.
„Zostałaby” – powiedział Rodriguez – „gdybyś nie rozgryzł ich gry”.
„Co się teraz stanie?”
„Marcus – jego prawdziwe nazwisko to Michael Brennan, nawiasem mówiąc – grozi mu odpowiedzialność w czterech stanach: morderstwo, oszustwo, spisek i kradzież tożsamości. Nigdy więcej nie zobaczy celi więziennej”.
„A Nicole… Nicole Bowmont to tak naprawdę Sarah Chen. Ma nakazy aresztowania w trzech stanach pod dwoma innymi tożsamościami. Grozi jej również dożywocie”.
Detektyw Rodriguez podał mi grubą teczkę.
„To kopie całej ich korespondencji, którą przechwycił twój siostrzeniec. Ostrzegam, niektóre są trudne do odczytania”.
Tego wieczoru usiadłam przy kuchennym stole i przeczytałam każdą wiadomość tekstową, każdy e-mail i każdą nagraną rozmowę telefoniczną między Marcusem i Nicole.
To było jak lekcja mistrzowska na temat ludzkiego zła.
Od miesięcy planowali morderstwo Emmy.
Nie tylko planowanie.
Cieszenie się procesem.
Żartując, jak łatwo było ją oszukać.
Obstawiano, ile czasu zajmie jej podpisanie formularzy pełnomocnictwa.
Śmiejąc się z moich żałosnych prób ingerencji.
Najgorszą częścią było czytanie ich analizy osobowości Emmy.
Przyglądali się jej niczym naukowcy badający szczura laboratoryjnego, katalogując jej słabości i podatności.
Target jest inteligentny, ale ma problemy emocjonalne, jak wynika z jednego z raportów Nicole. Dobrze reaguje na pochwały dotyczące jej sukcesu w biznesie.
Matka wyraźnie reprezentuje autorytet, przed którym próbuje uciec. Użyj tego.
Emma pragnie stabilizacji i tradycyjnej struktury rodziny.
Marcus napisał: Straciła ojca w młodym wieku. Wychowywała się pod silną opieką matki. Będzie ją pociągał starszy mężczyzna, który reprezentuje bezpieczeństwo i status społeczny.
Zdołali tak dokładnie wniknąć w głowę Emmy, że byli w stanie przewidzieć jej reakcję na ich manipulacje.
Wiedzieli dokładnie, który przycisk nacisnąć.
Jakie dokładnie kłamstwa należy mówić.
Jak sprawić, żeby przestała ufać osobie, która próbowała ją chronić.
Ja.
Kiedy czytałem, zadzwonił mój telefon.
Emma.
„Mamo, wszystko w porządku? Brzmiałaś dziwnie, kiedy dzwoniłam wcześniej.”
„Nic mi nie jest, kochanie. Właśnie przeglądam raporty policyjne.”
„Nie musisz tego robić. To już koniec.”
„Wiem. Po prostu… muszę zrozumieć, jak to zrobili. Jak tak głęboko weszli w twoje życie, a ty nie widziałeś, kim naprawdę są”.
Zapadła długa cisza.
„Mamo, ja też o tym myślałam” – powiedziała. „I coś sobie uświadomiłam”.
“Co?”
„Oni nie tylko oszukali mnie co do tego, kim są. Oszukali mnie co do tego, kim ty jesteś.”
Nie zrozumiałem.
“Co masz na myśli?”
„Chodzi mi o to, że miesiącami wmawiali mi, że to ty jesteś problemem. Że zazdrościsz mi sukcesu, że grozi ci moja niezależność, że masz pretensje do moich pieniędzy”.
„Przekonali mnie, że twoje obawy związane z nimi wynikają w rzeczywistości z obaw o utratę kontroli nade mną”.
Przypomniałem sobie wszystkie te rozmowy, w których Emma zbywała moje pytania.
Ile razy oskarżała mnie, że nie rozumiem jej nowego życia.
„Emma, nie musisz…”
„Tak, wiem. Mamo, sprawili, że postrzegałam cię jako wroga, żebym nie słuchała, kiedy próbowałaś mnie ostrzec. I zadziałało idealnie.”
Słyszałem łzy w jej głosie.
„Kochanie, nie mogłeś wiedzieć.”
„Ale powinnam była ci zaufać. Po wszystkim, co dla mnie zrobiłaś, po wszystkim, co poświęciłaś, żeby mnie wychować”.
„Powinienem był się domyślić, że jeśli się o coś martwisz, to musi być ku temu dobry powód”.
„Emma…”
„Wiesz, co powiedział mi Marcus, kiedy go aresztowali?”
“Co?”
„Powiedział: «Najtrudniejszą częścią oszustwa było udawanie, że cię szanuję». Powiedział, że jesteś ewidentnie zgorzkniałą staruszką, która nie mogła znieść, że twoja córka wyrosła z potrzeby matki”.
Okrucieństwo tego zdarzenia zaparło mi dech w piersiach.
„Och, Emmo.”
„I zdałam sobie sprawę, że przez miesiące traktowałam cię dokładnie tak samo – jak zgorzkniałą staruszkę, która nie potrafiła zaakceptować sukcesu swojej córki”.
„Manipulowali tobą profesjonaliści” – powiedziałem.
„To nie jest wymówka” – wyszeptała. „Wychowałeś mnie na mądrzejszą. Na bardziej lojalną”.
Widziałem, że ta rozmowa łamie jej serce.
U mnie też się to rozbiło.
„Emma, posłuchaj mnie. Jesteś najlepszą rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobiłam w życiu. Jesteś błyskotliwa, odnosząca sukcesy i miła, i jestem z ciebie dumna każdego dnia. To, co się stało, niczego nie zmienia”.
„Ale traktowałem cię okropnie.”
„Traktowałaś mnie jak córkę próbującą zbudować własne życie. Nie ma w tym nic strasznego”.
„Prezent świąteczny był drobny i podły, a ty już za niego przeprosiłeś. Skończyliśmy rozmawiać o prezencie świątecznym”.
Zapadła kolejna długa cisza.
„Mamo, mogę cię o coś zapytać?”
“Wszystko.”
„Skąd wiedziałeś? To znaczy, naprawdę wiedziałeś – nie tylko podejrzewałeś. Co dało ci absolutną pewność, że to przestępcy?”
Myślałem o tym.
„To nie była jedna rzecz. To był schemat. Zbyt wiele historii, które do siebie nie pasowały. Zbyt wiele zbiegów okoliczności. Zbyt wiele razy ich oczy robiły się zimne, gdy myśleli, że nikt nie patrzy”.
„Ale zacząłeś dochodzenie zanim miałeś dowody.”
“Tak.”
„Dlaczego? Co sprawiło, że pomyślałeś, że warto zaryzykować?”
Uśmiechnęłam się, myśląc o swojej córce, gdy była małą dziewczynką.
Tak poważnie.
Tak zdeterminowany.
„Bo jesteś moją córką” – powiedziałam. „A matki nie pozwalają, żeby ich dzieci robiły sobie krzywdę, jeśli tylko mogą temu zapobiec”.
„To takie proste.”
„Nawet jeśli ich dzieci są dla nich okropne – zwłaszcza wtedy – bo bycie okropnym dla matki zazwyczaj oznacza, że masz jakieś kłopoty”.
Teraz ona płakała.
Słyszałem to.
„Kocham cię, mamo.”
„Ja też cię kocham, kochanie.”
Po tym jak się rozłączyliśmy, przez długi czas siedziałem w kuchni.
Myślę o minionym tygodniu.
O tym, jak blisko byłam utraty Emmy na zawsze.
O tym, jak łatwo było dwóm przestępcom niemal zniszczyć nasz związek.
Ale także o tym, jak silna jest więź między matką i córką.
Wystarczająco silny, aby przetrwać manipulację.
Wystarczająco silny, aby przezwyciężyć dumę i upór.
Wystarczająco silne, aby ratować życie, gdy jest to najbardziej potrzebne.
Dzwonek do drzwi zadzwonił o 21:00
Otworzyłem drzwi i zobaczyłem Emmę stojącą na ganku z walizką.
„Zastanawiałam się, czy mogłabym tu zostać na noc” – powiedziała. „Rezydencja wydaje się teraz za duża. Za pusta”.
„Oczywiście. Ale Emmo, nie musisz…”
„Mamo, chcę, jeśli to w porządku.”
„To więcej niż w porządku.”
Pomogłem jej zanieść walizkę do jej starej sypialni – tej, którą zachowałem w dokładnie takim samym stanie, odkąd się wyprowadziła wiele lat temu.
Łóżko pojedyncze z różową kołdrą.
Biurko, przy którym odrabiała pracę domową.
Ściany nadal zdobią nagrody za jej osiągnięcia w szkole średniej.
„Wygląda dokładnie tak samo” – powiedziała, siadając na łóżku.
„Zawsze miałam nadzieję, że wrócisz do domu z wizytą.”
„Przykro mi, że musiało minąć doświadczenie bliskie śmierci, żeby tu dotrzeć”.
„Emma, oboje już wystarczająco przeprosiliśmy. Od teraz będziemy tylko iść naprzód”.
Skinęła głową i jeszcze raz rozejrzała się po pokoju.
„Wiesz, co jest zabawne? Ten pokój wydaje się bezpieczniejszy niż jakiekolwiek inne miejsce, w którym byłem od miesięcy. Nawet wiedząc, że Marcus i Nicole byli w tym domu i planowali nas wszystkich zabić”.
“Dlaczego?”
„Bo to właśnie tutaj mnie chroniłeś, kiedy dorastałem. A teraz chronisz mnie ponownie”.
Usiadłem obok niej na łóżku.
„Wiesz, co odkryłem w tym tygodniu?”
“Co?”
„Bycie matką nigdy się nie kończy. Nie ma znaczenia, czy twoje dziecko ma dziesięć, czy trzydzieści pięć lat. Nie ma znaczenia, czy mieszka w twoim domu, czy w rezydencji po drugiej stronie miasta. Kiedy ktoś grozi twojemu dziecku, reagujesz tak samo, jak wtedy, gdy było małe”.
„Ty się bronisz.”
„Bierz dalej” – potwierdziłem. „I nie przestawaj walczyć, dopóki nie będą bezpieczni”.
Emma oparła się o moje ramię, tak jak robiła to, gdy była mała i potrzebowała pocieszenia.
„Zamierzam sprzedać rezydencję” – powiedziała cicho.
„Emma, nie musisz tego robić. To, co się tam stało, nie było twoją winą”.
„Wiem. Ale nie chcę już tam mieszkać. Za dużo złych wspomnień. Za dużo przypomnień o tym, jak łatwo dałem się nabrać”.
„Gdzie więc będziesz mieszkać?”
„Myślałem, że może poszukam czegoś bliżej ciebie. Może gdzieś w tej okolicy.”
Uśmiechnąłem się.
„Byłoby miło.”
„Mamo, chcę zacząć jeść razem kolację raz w tygodniu. Prawdziwą kolację, przy której naprawdę porozmawiamy o naszym życiu”.
„Bardzo bym tego chciał.”
„A może mogłabyś mnie nauczyć gotować niektóre z twoich przepisów. Od tak dawna jadam jedzenie w restauracjach, że zapomniałam, jak smakuje prawdziwe domowe jedzenie”.
„Emma, jesteś pewna, że tego chcesz? Zbudowałaś sobie niesamowite życie”.
„Zbudowałam sobie niesamowitą karierę” – powiedziała. „Ale zapomniałam zbudować życie. Zapomniałam o rzeczach, które naprawdę się liczą”.
„Jakie rzeczy?”
„Rodzina. Prawdziwe relacje. Ludzie, którzy troszczą się o ciebie za to, kim naprawdę jesteś, a nie za to, ile masz pieniędzy”.
Przez chwilę milczała, po czym dodała: „Marcus miał rację w jednej sprawie. Zakochałam się w pewnej fantazji. Ale nie chodziło tylko o niego”.
„Zakochałam się w fantazji o tym, kim, jak mi się wydawało, powinnam być. Bogata. Niezależna. Mieszkająca w rezydencji. Żonata z kimś ze starej fortuny”.
„A teraz… teraz chcę być kimś prawdziwym. Kimś, kto potrafi odróżnić ludzi, którzy ją kochają, od ludzi, którzy chcą ją wykorzystać”.
Mocno przytuliłam córkę, myśląc o tym, jak wiele obie nauczyłyśmy się w ciągu ostatniego tygodnia.
„Emma, chcesz poznać jakiś sekret?”
“Co?”
„Ten bon na masaż za 30 dolarów? Nigdy z niego nie skorzystałem.”
“Dlaczego nie?”
„Bo za każdym razem, gdy na niego patrzyłem, przypominało mi to, że coś jest nie tak z twoim życiem. I wiedziałem, że muszę zachować czujność, dopóki nie dowiem się, co to jest”.
Emma śmiała się przez łzy.
„Więc w pewnym dziwnym sensie, ostatecznie był to idealny prezent”.
„W bardzo dziwny sposób” – zgodziłem się.
„Czy powinniśmy to oprawić?”
„Absolutnie nie. O niektórych przypomnieniach lepiej zapomnieć.”
Ale gdy siedzieliśmy w pokoju Emmy z jej dzieciństwa, zdałem sobie sprawę, że to nieprawda.
Najlepsze przypomnienia – te o miłości, lojalności i o tym, jak daleko matki posuną się, by chronić swoje dzieci – warto zachować na zawsze.
Dwa tygodnie po aresztowaniu Marcusa i Nicole odebrałem telefon, który zmienił wszystko, co myślałem, że wiem o ich sprawie.
„Pani Walsh, tu agentka Sarah Chen z FBI. Czy mogłaby pani przyjść do naszego biura terenowego dziś po południu? Nastąpił postęp w śledztwie w sprawie Morrison–Bowmont”.
„Jaki rodzaj rozwoju?”
„Takie, o których lepiej rozmawiać osobiście”.
Terenowe biuro FBI zupełnie nie przypominało tego, co sobie wyobrażałem.
Mniej dramatyczne oświetlenie.
Więcej świetlówek, niż sugerują filmy.
Agentka Chen okazała się poważną kobietą w wieku Emmy, z dobrymi oczami i zachowaniem kogoś, kto widział zbyt wiele ludzkiego okrucieństwa.
„Pani Walsh, dziękuję za przybycie. Chcę zacząć od stwierdzenia, że pani śledztwo było niezwykłe. Bez pani pracy nigdy nie odkrylibyśmy skali tej operacji”.
“Działanie?”
„Właśnie o tym chciałem z tobą porozmawiać. Marcus Brennan i Sarah Chen – ludzie, których znałeś jako Bradley i Patricia Morrison – nie działali sami”.
Krew mi zmroziła krew w żyłach.
“Co masz na myśli?”
Agent Chen otworzył grubą teczkę i rozłożył zdjęcia na stole konferencyjnym.
„Śledziliśmy zorganizowaną grupę przestępczą specjalizującą się w długoterminowych oszustwach, których celem są zamożni ludzie. To, co przydarzyło się pani córce, nie było przypadkowe. To była część znacznie większej operacji”.
Wskazała na zdjęcie starszego, dystyngowanego mężczyzny, którego nigdy wcześniej nie widziałam.
„To jest Vincent Torres. Kieruje organizacją, która wyszkoliła i wysłała Marcusa i Sarah. Działają od ponad piętnastu lat”.
„Ile ofiar?”
„Do tej pory zidentyfikowaliśmy czterdzieści trzy. Łączna wartość kradzieży przekracza 60 milionów dolarów. A pani Walsh – co najmniej dwanaście z tych ofiar zmarło w podejrzanych okolicznościach”.
Wpatrywałam się w zdjęcia i robiło mi się niedobrze.
„Robią to od piętnastu lat”.
„Torres rekrutuje ludzi takich jak Marcus i Sarah – inteligentnych, atrakcyjnych przestępców o elastycznym sumieniu. Uczy ich długoterminowych technik manipulacyjnych, zapewnia im fałszywe tożsamości i wysyła na celownik zamożnych ludzi”.
„Jak wybierają swoje cele?”
„Bardzo ostrożnie. Szukają osób, które mają pieniądze, ale też problemy emocjonalne – niedawnych wdów, odnoszących sukcesy kobiet, które nigdy nie wyszły za mąż, osób odizolowanych od rodziny z powodu okoliczności”.
Agent Chen wyciągnął kolejne zdjęcie.
„Emma idealnie pasowała do ich profilu. Młoda. Bogata. Żadnej bliskiej rodziny poza tobą. Pragnęła tradycyjnej struktury rodzinnej, której nigdy nie miała”.
„Stworzyli więc postać Bradleya Morrisona specjalnie po to, by do niej trafić”.
„Dokładnie. Organizacja Torresa prowadzi szczegółowe profile psychologiczne potencjalnych ofiar. Wiedzieli dokładnie, w jakim mężczyźnie zakocha się Emma, zanim jeszcze Marcus się jej przedstawił.”
Skala tego była przytłaczająca.
„Agencie Chen… skąd dowiedziałeś się o Torresie?”
„Sarah Chen wczoraj się załamała. Mówiła.”
„Zrobiła coś więcej niż tylko gadała. Zaoferowała zeznania przeciwko Torresowi w zamian za ugodę.”
Oparłem się wygodnie, próbując to wszystko przetworzyć.
„Dlaczego miałaby to zrobić?”
„Bo Torres miał plan awaryjny na twoją sytuację. Kiedy stało się jasne, że ingerujesz w ich operację, Torres nakazał im wyeliminować nie tylko Emmę, ale i ciebie”.
„Sarah twierdzi, że była gotowa dokończyć morderstwo Emmy. Ale zabicie ciebie nie było częścią ich pierwotnej umowy”.
„A więc jednak ma jakieś granice moralne”.
„Raczej granice zawodowe” – powiedział agent Chen. „Sarah Chen jest socjopatką, pani Walsh. Nie czuje winy ani wyrzutów sumienia z powodu swoich przestępstw, ale odczuwa złość, gdy jej szef zmienia zasady bez konsultacji z nią”.
Agent Chen pokazał mi transkrypcje nagranych rozmów między Torresem i jego zespołem.
„To z telefonu Sary. Nagrywała Torresa bez jego wiedzy – prawdopodobnie na wypadek, gdyby coś poszło nie tak”.
Czytałam te rozmowy, z każdą stroną coraz bardziej przerażona.
Torres nie tylko kierował organizacją przestępczą.
Prowadził proceder polegający na dokonywaniu morderstw w celach zarobkowych, ukryty pod przykrywką oszustwa matrymonialnego.
„Pani Walsh” – powiedział agent Chen – „jest jeszcze coś, co musi pani wiedzieć. Torres przyjeżdża do Denver”.
“Co?”
„Martwi go, ile uwagi wzbudziła ta sprawa. Chce osobiście wyjaśnić wszystkie niedokończone sprawy”.
„Jakie luźne końce?”
Agent Chen spojrzał mi w oczy.
„Ty. Emma. I twój siostrzeniec, Tommy. Torres postrzega was wszystkich jako świadków, którzy mogliby zaszkodzić jego organizacji”.
Miałem wrażenie, że pokój wiruje.
„Mówisz, że on tu przychodzi, żeby nas zabić?”
„Właśnie o to mi chodzi. Sarah Chen przekazała nam kopie instrukcji dla lokalnego zespołu. Chcą upozorować to na morderstwo połączone z samobójstwem”.
„Opowieść będzie taka, że nie mogłaś poradzić sobie ze stresem związanym z odkryciem, że mąż twojej córki jest przestępcą, więc zabiłaś Emmę i Tommy’ego, a potem siebie”.
“Gdy?”
„Wkrótce. Może dziś wieczorem.”
Gwałtownie wstałem.
„Muszę zadzwonić do Emmy i Tommy’ego.”
„Pani Walsh, proszę usiąść. Już się tym zajmujemy.”
„Jak sobie z tym poradzić?”
„Wykorzystamy cię jako przynętę.”
Wpatrywałam się w Agentkę Chen, jakby proponowała mi żonglowanie płonącymi pochodniami.
“Przepraszam?”
„Torres jest inteligentny, ale i arogancki. Myśli, że ma do czynienia z emerytowanym nauczycielem, który miał szczęście. Nie ma pojęcia, że wiemy o jego przyjściu – ani że Sarah Chen przekazała nam informacje o jego operacji”.
„Więc co mam zrobić? Siedzieć w domu i czekać, aż pojawią się zawodowi zabójcy?”
„Chcemy, żebyście zachowali normalny rytm dnia, podczas gdy my będziemy monitorować zespół Torresa. Kiedy ruszą, będziemy gotowi”.
„Agencie Chen, przy całym szacunku, to najgłupszy plan, o jakim kiedykolwiek słyszałem.”
„Pani Walsh—”
„Nie. Absolutnie nie. Nie wykorzystam mojej córki i siostrzeńca jako przynęty dla bossa przestępczego, który zabił już co najmniej dwanaście osób”.
Agent Chen pochylił się do przodu.
„Pani Walsh, Torres będzie panią ścigał, niezależnie od tego, czy złapiemy go teraz, czy później. W ten sposób kontrolujemy okoliczności. Wybieramy miejsce, wybieramy czas i mamy przygotowane wsparcie”.
„A jeśli coś pójdzie nie tak…”
„Nic nie pójdzie źle. Robiliśmy to już wcześniej.”
Myślałem o tym.
Potem pomyślałem o czymś innym.
„Agencie Chen” – powiedziałem – „a co jeśli powiem, że mam lepszy pomysł?”
„Jaki pomysł?”
„Taki, który zmienia myśliwego w zwierzynę. Taki, który daje Torresowi dokładnie to, czego myśli, że chce – aż do momentu, gdy zdaje sobie sprawę, że popełnił fatalny błąd”.
„Pani Walsh, nie jest pani wykwalifikowanym agentem.”
„Nie” – odpowiedziałem. „Ale jestem wykwalifikowanym nauczycielem. I po czterdziestu latach radzenia sobie z dręczycielami, nauczyłem się o nich czegoś ważnego”.
„Co to jest?”
„Zawsze niedoceniają ludzi, których uważają za słabych. I ta nadmierna pewność siebie zawsze jest ich zgubą”.
Agent Chen przez dłuższą chwilę przyglądał się mojej twarzy.
„Co miałeś na myśli?”
Uśmiechnąłem się.
„Dam Vincentowi Torresowi występ życia”.
„A kiedy to się skończy, będzie żałował, że w ogóle usłyszał imię Margaret Walsh”.
Ale najpierw musiałem zrobić zakupy.
Bo jeśli chciałem pokonać bossa przestępczego, potrzebowałem czegoś więcej niż tylko żeliwnej patelni.
Chociaż muszę przyznać… że patelnia ta do tej pory całkiem dobrze mi służyła.
Vincent Torres zupełnie nie przypominał tego, jakiego spodziewałem się po szefie organizacji przestępczej.
Kiedy wszedł do kawiarni, w której umówiłam się z nim na spotkanie, wyglądał jak czyjś dziadek zmierzający do kościoła.
Srebrne włosy.
Dobre oczy.
Drogi, ale konserwatywny garnitur.
Typ mężczyzny, któremu powierzyłabyś swoją torebkę, kiedy korzystasz z toalety.
I o to chyba właśnie chodziło.
„Pani Walsh” – powiedział, wyciągając dłoń z ciepłym uśmiechem. „Bardzo dziękuję, że zgodziła się pani spotkać. Wiem, że ta sytuacja jest niezwykle trudna dla pani rodziny”.
Uścisnęłam jego dłoń, zwracając uwagę na mocny uścisk i szczere ciepło w jego głosie.
Ten człowiek prawdopodobnie mógłby przekonać cię, abyś oddał mu swoje oszczędności życia, jednocześnie wzbudzając w tobie wdzięczność za tę szansę.
„Panie Torres” – powiedziałem – „doceniam, że osobiście przyjechał pan do Denver. Kiedy agent Chen powiedział mi, że chce pan omówić rozwiązanie tego całego bałaganu, byłem zaintrygowany”.
Siedzieliśmy przy stoliku w rogu zatłoczonego Starbucksa — dwoje starszych ludzi piło kawę i rozmawiało.
Nic podejrzanego dla przeciętnego obserwatora.
Torres zamówił nawet latte bezkofeinowe i bułeczkę z jagodami, doskonale odgrywając rolę dziadka.
„Pani Walsh” – zaczął – „chcę zacząć od przeprosin. Ludzie, którzy obrali sobie za cel pani córkę, działali niezgodnie z wytycznymi mojej organizacji. Kiedy dowiedziałem się, co planują, byłem przerażony”.
Jego występ był bezbłędny.
Odpowiednia dawka troski.
Idealna równowaga między autorytetem i pokorą.
Gdybym nie wiedziała, kim on naprawdę jest, uwierzyłabym każdemu jego słowu.
„Jakie to będą wytyczne, panie Torres?”
„Prowadzimy wyrafinowaną firmę doradztwa finansowego, pani Walsh. Czasami nasze metody są niekonwencjonalne, ale nigdy nie chcieliśmy nikomu zrobić krzywdy”.
„Masz na myśli oprócz dwunastu osób, które zmarły podczas poprzednich konsultacji?”
Maska Torresa na moment opadła – zdziwienie, że znałem prawdziwy zakres jego działań.
Wtedy uśmiech dziadka powrócił.
„Myślę, że doszło do pewnego nieporozumienia w mojej sprawie, pani Walsh. Być może zostało to pani podsunięte przez agentów federalnych, którym bardziej zależy na budowaniu sprawy niż na znalezieniu prawdy”.
„A jaka jest prawda, panie Torres?”
Prawda jest taka, że prowadzę legalną firmę, pomagając zamożnym osobom optymalizować ich portfele finansowe. Czasami wiąże się to ze skomplikowanym planowaniem majątku, zarządzaniem powiernictwem, a nawet aranżowanymi małżeństwami między zgodnymi stronami.
„Małżeństwa aranżowane”.
„Proszę to sobie wyobrazić jako luksusowe swatanie, pani Walsh. Zamożni ludzie często mają problem ze znalezieniem partnerów, którzy nie są zainteresowani ich pieniędzmi. My zapoznajemy osoby, które już dysponują własnymi środkami.”
To była piękna historia.
Elegancki.
Wiarygodny.
Na tyle bliskie rzeczywistości, by brzmiało wiarygodnie.
Sprzedawał mi tę samą fantazję, którą prawdopodobnie sprzedał dziesiątkom rodzin innych ofiar.


Yo Make również polubił
Dlaczego nie należy sprzątać domu nocą?
To niesamowite zioło zabija 98% komórek rakowych w ciągu zaledwie 16 godzin
6 Błędów przy Korzystaniu z Płyty Indukcyjnej, Których Powinieneś Unikać
Nie wiedziałeś o tej technice do tej pory?