O 13:00 powietrze na zewnątrz Met było elektryzujące. Błyski fleszy przypominały burzę stroboskopową, oślepiającą i nieustającą.
Jeszcze mnie tam nie było. Oglądałem transmisję na żywo na tablecie z tyłu Rolls-Royce’a Phantoma, osłonięty przyciemnianymi szybami dwie przecznice dalej.
Obserwowałem Juliana wysiadającego ze swojego czarnego Maybacha. Wyglądał nienagannie, musiałem mu to przyznać. Smoking był szyty na miarę, skrojony tak, by podkreślać szerokość jego ramion – ramion, które nie były wystarczająco silne, by udźwignąć ciężar tego, co miało nadejść.
Nie był sam.
Isabella Ricci wysiadła za nim z samochodu.
Poczułem zimne ukłucie rozpoznania. Isabella. „Modelka”, której kariera zatrzymała się trzy lata temu z powodu notorycznego braku punktualności i zamiłowania do cudzych substancji. Była olśniewająca w srebrnej sukience, która przylegała do niej jak płynna rtęć.
Julian objął ją w talii. Pozował. Uśmiechnął się tym rekinim uśmiechem, tym, który mówił: „Jestem na miejscu”.
„Julian! Tutaj!” krzyknął fotograf. „Gdzie jest żona?”
Julian zamilkł. Przysunęłam się bliżej ekranu.
„Elara źle się czuje” – skłamał, a jego wyraz twarzy bez trudu zmienił się w wyraz współczującego zatroskania. „Woli spokojne życie. Szczerze mówiąc, światła przyprawiają ją o migrenę. Ten świat… to nie jest jej klimat”.
Isabella zaśmiała się, dźwiękiem przypominającym dzwonki wietrzne, i oparła się o niego. „Biedactwo” – mruknęła wystarczająco głośno, by przemówić mikrofony. „Niektórzy ludzie po prostu nie są stworzeni do takiej wysokości”.
Dałam znak kierowcy.
„Jedź” – powiedziałam.
Ziemia pod moimi paznokciami była chłodna, co stanowiło ostry kontrast z wilgocią napierającego popołudnia w Connecticut. Klęczałam w ziemi, kolana moich szarych dresów były zabarwione głębokim, ziemistym brązem. Dla świata – a przynajmniej dla tego małego wycinka świata, na który pozwalał mi mąż – byłam Elarą. Po prostu Elarą. Kobietą, która piekła chleb na zakwasie, pisała podziękowania na kremowym papierze firmowym i ekscytowała się poziomem pH swoich grządek z hortensjami.
Wsadziłam do ziemi jaskrawoniebieską hortensję kosmatą, ugniatając glebę z delikatnością, którą Julian, mój mąż, często mylił ze słabością.
„Prosta” – powiedział do mnie. „Uziemiona”.
Miał na myśli nieszkodliwe .
Mój telefon, leżący na płaskim kamieniu obok kielni, zawibrował. To nie był telefon, tylko powiadomienie z protokołu bezpieczeństwa Vanguard Gala.
Wytarłem ręce o fartuch, zostawiając na materiale smugi gliny, i podniosłem go. Ekran był jasny na tle zachmurzonego nieba.


Yo Make również polubił
Ta witamina jest cudowna w poprawianiu krążenia krwi w nogach i stopach po 50. roku życia
Jak zrobić spray do kurzu, aby meble były dłużej czyste
Jajka buraczane – niesamowita przekąska wielkanocna!
Od 35 lat nie choruję, widzę wyraźnie, mam bystry umysł, a ciśnienie krwi jest w normie: to zasługa imbiru!