Kiedy byłam w ciąży z bliźniakami i strasznie cierpiałam z powodu bólów porodowych, zapytałam mojego… – Page 2 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Kiedy byłam w ciąży z bliźniakami i strasznie cierpiałam z powodu bólów porodowych, zapytałam mojego…

Jego ojciec, Gerald, pojawił się w korytarzu z gazetą pod pachą. „Może poczekać kilka godzin. To nic wielkiego”. Poklepał Travisa po ramieniu. „Kobiety rodzą dzieci od zarania dziejów. Zabierz mamę na zakupy. Czeka na nie z niecierpliwością od tygodnia”.

Otworzyłam usta, żeby zaprotestować, ale Travis już prowadził matkę i siostrę w stronę drzwi. Deborah spojrzała na mnie triumfalnie, a jej usta rozciągnęły się w zadowolonym uśmiechu. „Odpocznij na sofie” – powiedział Travis, nie odwracając się. „Wrócę za dwie godziny”.

Drzwi zatrzasnęły się z hukiem. Gerald schował się w swojej kryjówce. Warkot silnika ucichł, zostawiając mnie samego w domu, z bólem rozdzierającym mnie od środka.

Opadłam na kanapę, a łzy spływały mi po twarzy. Jak mogłam dojść do takiego punktu? Jak mężczyzna, który obiecywał mi miłość i opiekę, mógł mnie zostawić, kiedy byłam w pracy?

Minęło dwadzieścia minut. Skurcze nasilały się, co zaledwie trzy minuty. Drżącymi rękami szukałam telefonu, ale lista kontaktów była nieczytelna. Moi rodzice byli na rejsie, świętując czterdziestą rocznicę ślubu. Moja najlepsza przyjaciółka, Kimberly, przeprowadziła się do Portland w zeszłym miesiącu. Wszystkie pozostałe numery należały do ​​krewnych Travisa lub wspólnych znajomych, którzy wciąż go wspierali.

Kolejny skurcz mnie dopadł – tak silny, że krzyknęłam. Ciepła ciecz spływała mi po nodze. Odeszły mi wody.

Ogarnęła mnie panika. Potrzebowałam natychmiastowej pomocy. Próbowałam wstać, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Pokój zaczął wirować. Z przerażeniem uświadomiłam sobie, że mogę urodzić na miejscu, na kanapie, albo, co gorsza, że ​​moje dzieci mogą nie przeżyć, jeśli natychmiast nie udzielę pomocy medycznej.

Zadzwonił dzwonek do drzwi. Przez chwilę myślałem, że śnię. Potem zadzwonił ponownie, a potem rozległo się pukanie do drzwi.

„Halo? Jest tam ktoś?”

Rozpoznałam ten głos. Lauren. Lauren Mitchell, moja współlokatorka ze studiów, której nie widziałam prawie dwa lata. Straciłyśmy kontakt po ukończeniu studiów. Nasze losy potoczyły się różnymi ścieżkami.

„Lauren!” krzyknęłam. „Proszę, pomóż mi”.

Klamka zadrżała – na szczęście zapomniałam zamknąć drzwi po wyjściu Travisa. Lauren wpadła do środka, szeroko otwierając oczy z przerażenia na widok mojego stanu. „O mój Boże! Rodzisz!” Podbiegła do mnie. „Gdzie Travis? Gdzie twoja rodzina?”

„Idę” – wydyszałam między skurczami. „Na zakupy. Proszę, Lauren. Coś jest nie tak”.

Lauren nie traciła ani chwili. Wykręciła numer 911, wzięła mnie w ramiona i pomogła mi wsiąść do samochodu. Silnik pracował; po prostu zatrzymała się, żeby podrzucić zaproszenie na ślub, wyjaśniła później. Czysty przypadek, boska interwencja… jakkolwiek to nazwać, jej interwencja uratowała mi życie.

Podróż do szpitala Mercy General Hospital była koszmarem, mieszanką bólu i strachu. Lauren przejeżdżała na każdym czerwonym świetle, mocno trzymając mnie za rękę, gdy krzyczałam z bólu podczas skurczów. Zespół ratunkowy czekał na nas z wózkiem inwalidzkim. Kilka minut później byłam już na sali porodowej.

„Dzieci są w niebezpieczeństwie” – oznajmiła poważnie pielęgniarka, badając monitory płodu. „Dr Patterson jest tu potrzebny natychmiast”.

Następne trzydzieści minut było chaotyczne. Lekarze i pielęgniarki byli zajęci, ich głosy były naglące, ale pewne siebie. Tętno dziecka spadało. Możliwe, że konieczne będzie cesarskie cięcie. Pytano mnie o moją historię medyczną, ale miałam problemy z koncentracją.

Drzwi sali porodowej otworzyły się z hukiem. Travis stał w drzwiach z twarzą czerwoną ze złości. Wokół niego stały jego matka i siostra, równie oburzone. Nie miałam pojęcia, jak udało im się mnie tak szybko znaleźć; być może szpital zadzwonił do osoby kontaktowej, której dane znajdowały się w mojej dokumentacji.

„Dość!” krzyknął Travis, rzucając się w stronę mojego łóżka. Ochroniarz interweniował; Travis go popchnął. „Nie zamierzam wydawać pieniędzy na twoją ciążę!”

W sali zapadła ciężka cisza, przerywana jedynie sygnałami z monitora. Pomimo bólu, nie mogłem uwierzyć w to, co słyszałem. Pielęgniarki wymieniły oszołomione spojrzenia. Dr Patterson przerwał badanie.

„Co ty właśnie powiedziałeś?” zdołałem wykrztusić.

„Dobrze słyszałaś” – warknął. „Czy zdajesz sobie sprawę, ile kosztowały mnie zakupy twojej matki? Sześćset dolarów za torebkę! A teraz nabijasz rachunki w szpitalu, bo nie mogłaś poczekać kilku godzin”.

Coś we mnie pękło. Może ból, może strach, może trzy lata gryzienia się w język, aż osiągnęłam kres.

„Chciwy” – warknąłem. „Jesteś najbardziej chciwy, najbardziej samolubny…”

Jego ręka poruszała się szybciej, niż mogłam za nią nadążyć. Złapał mnie za włosy i szarpnął do tyłu. Uderzenie odbiło się echem po pokoju, ostre i brutalne. Gwiazdy eksplodowały na moich oczach.

„Travis, przestań!” – dobiegł go głos Lauren. Nie skończył. Jego twarz wykrzywiła się z wściekłości; zacisnął pięść i wbił ją w mój ciążowy brzuch.

Ból był nie do opisania, gorszy niż jakikolwiek skurcz. Krzyczałam. Monitory zaczęły histerycznie piszczeć. Alarmy wyły.

„Kod niebieski! Kod niebieski!” krzyknął ktoś.

To, co wydarzyło się później, rozegrało się niczym film w przyspieszonym tempie. Ochrona powaliła Travisa na ziemię. Dr Patterson wydał rozkazy. Deborah krzyczała o krokach prawnych i „reputacji rodziny”. Lauren rozmawiała przez telefon; usłyszałem słowa „policja” i „napaść”. A potem nic.

Obudziłam się na sali pooperacyjnej dwa dni później, czując w nozdrzach sterylny zapach antyseptyku. Przez chwilę nie wiedziałam, gdzie jestem ani dlaczego odczuwam ból. Potem wszystko wróciło. Moje dłonie powędrowały do ​​brzucha, płaskiego i pustego.

„Nie” – wyszeptałam, czując narastający we mnie strach. „Nie, nie…”

„Mają się dobrze” – powiedział cichy głos. Lauren pochyliła się do przodu, jej oczy były zaczerwienione. „Wasze dzieci mają się dobrze. Dwie śliczne dziewczynki: 2,3 kg i 2 kg. Są na oddziale neonatologicznym, ale lekarze zapewniają, że wszystko będzie dobrze”.

Ulga była tak wielka, że ​​płakałam. Lauren trzymała mnie za rękę, kiedy płakałam.

„Jak długo byłem nieprzytomny?” zapytałem.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Łatwy krem ​​​​ciasto millefeuille

Posmaruj powierzchnię każdego ciasta francuskiego masłem lub ubitym białkiem i posyp cukrem. Ciasto francuskie nakłuwamy widelcem i pieczemy w piekarniku ...

Unikalny tytuł: “Kostka toaletowa: Nowe podejście do jej skutecznego wykorzystania!

Przechowuj kostki w suchym miejscu, z dala od wilgoci, aby zachowały swoje właściwości. Unikaj kontaktu kostki z powierzchniami, które mogą ...

PRZEPIS NA CHLEB JABŁKOWY

Instrukcje Rozgrzej piekarnik do 350 stopni. Nasmaruj tłuszczem i lekko posyp mąką formę do pieczenia chleba. W dużej misce połącz ...

Turecka lemoniada: napój, który gasi pragnienie w 100 procentach. Dzielę się pysznym przepisem

Lemoniada w Turcji nie jest napojem gazowanym, ale słodko-kwaśnym naparem ze świeżo wyciśniętego soku z cytryny, z dodatkiem skórki, cukru, ...

Leave a Comment