Dorastając, wszyscy zdawali sobie sprawę, kto w mojej rodzinie jest złotym dzieckiem. Moja siostra, Amelia, w oczach taty nie mogła zrobić nic złego. Jeśli dostała trójkę w szkole, to była wina nauczyciela. Jeśli ja dostałam piątkę, to dlatego, że nie uczęszczałam na wystarczająco dużo zajęć pozalekcyjnych. Chwalił się recitalami tanecznymi Amelii, jakby była kolejną primabaleriną, a moje osiągnięcia akademickie nazywał „dziwactwem”. Po pewnym czasie człowiek po prostu uczy się z tym żyć.
Faworyzowanie stało się jeszcze bardziej oczywiste, gdy mama zachorowała. Miałam 16 lat, kiedy zdiagnozowano u niej agresywnego raka piersi. Podczas gdy ja łączyłam zajęcia AP, pracę na pół etatu i pomagałam w opiece nad nią, tata skupiał się na tym, żeby Amelia nie była zbyt zestresowana. Zatrudnił nawet prywatnego korepetytora, żeby pomóc jej utrzymać średnią ocen dostateczną, ponieważ była „wrażliwa”. W tym czasie ja siedziałam do 3 nad ranem, ucząc się po godzinach, które spędziłam, pomagając mamie w przyjmowaniu leków.
Mama zmarła w ostatniej klasie liceum, dwa miesiące przed ukończeniem szkoły. Tata ledwo zwrócił uwagę na moje przemówienie na zakończenie roku, bo Amelia przeżywała trudny okres i potrzebowała jego uwagi. Został z nią w domu, zamiast patrzeć, jak kończę studia. To zabolało bardziej, niż chciałbym przyznać.
Lata studenckie były zupełnie innym wymiarem niesprawiedliwości. Pomimo funduszu na studia założonego przez mamę – który tajemniczo zniknął, rzekomo przeznaczony na rachunki medyczne – musiałam się starać o stypendia i pożyczki studenckie. W międzyczasie tata jakimś cudem znalazł pieniądze, żeby wysłać Amelię do drogiej akademii tańca, z której zrezygnowała po trzech tygodniach, bo „nie pasowała jej atmosfera”. Koszt tego programu przewyższał moje czesne za cały pierwszy rok.
Na studiach harowałam jak wół, utrzymując się z pełnego programu studiów i dwóch prac dorywczych, żywiąc się ramenem i kawą. W tym czasie Amelia mieszkała w domu, nie płacąc czynszu, „odnajdując siebie” poprzez różne drogie hobby, które tata chętnie finansował: fazę garncarską, okres fotografii i krótki epizod jako krytyk kulinarny, który polegał głównie na tym, że tata płacił za drogie restauracje.
Po ukończeniu studiów z wyróżnieniem dostałam pracę na stanowisku podstawowym w firmie konsultingowej. Mieszkałam w obskurnej kawalerce i wszędzie jeździłam autobusem. Każdy wolny dolar szł na spłatę kredytu studenckiego. Tymczasem Amelia zmieniała karierę po raz piąty, tym razem decydując się na instruktorkę jogi. Tata, oczywiście, opłacił jej certyfikat, a nawet wynajął dla niej studio, z którego korzystała dokładnie przez trzy miesiące.


Yo Make również polubił
Zadzwoniła do mnie po 15 latach… i zmieniła wszystko
Naukowcy badają życie po śmierci – i staje się ono coraz dziwniejsze…
Odblokowanie chińskiej mądrości: technika, która zmieniła moje samopoczucie
10 zaskakujących korzyści z lepkiej trawy: Ta roślina ukrywa się w naszych ogrodach